Rewelacje Snowdena mogą dotyczyć Polski

27 października 2013, 19:18
Edward Snowden- fot. milambc.wordpress.com
InfoSecurity24
InfoSecurity24

Już wkrótce „Der Spiegel” może opublikować materiały dotyczące ścisłej współpracy, niektórych państw europejskich z amerykańskimi służbami specjalnymi w zakresie aktywności szpiegowskiej wymierzonej w Federację Rosyjską. Chodzi o stacje nasłuchowe zlokalizowane w niewielkiej odległości od rosyjskich granic- w tym w Polsce. 

„Telefon komórkowy kanclerz Angeli Merkel już od 2002 roku znajduje się prawdopodobnie na liście obiektów będących przedmiotem inwigilacji ze strony amerykańskiej Agencji Bezpieczeństwa Narodowego (NSA)”

- informuje "Der Spiegel".

Powyższe przecieki tradycyjnie już pojawiają się w nieprzypadkowym momencie. Dziś to już nie tylko trudne negocjacje w sprawie umowy o wolnym handlu pomiędzy USA i UE z łupkami w tle, o czym pisaliśmy tutaj, ale także proces budowania koalicji rządowej w Niemczech. Trudno zatem, aby informacje „Der Spiegel” przeszły bez echa. Co w związku z tym mogą zrobić politycy, oprócz zwyczajowych pytań do administracji amerykańskiej, która przecież o niczym nie ma najmniejszego pojęcia?

Otóż politycy wymyślili sposób jak wybrnąć z tej arcykłopotliwej sytuacji. Jak donosi belgijski dziennik „Le Soir” – „35 światowych liderów uzgodniło wielostronną umowę "antyszpiegowską". Umowa zakłada, że jej sygnatariusze (uwaga teraz najlepsze!) nie będą się nawzajem podsłuchiwać”. Koniec. Oczywiście pozostałe elementy wywiadowczego rzemiosła miałyby pozostać nienaruszone, choć politycy podkreślają, że powinny zostać w jakimś stopniu ograniczone.

Mamy zatem do czynienia z klasycznym rozdwojeniem jaźni – świat rzeczywisty sobie, politycy sobie. Mówiąc zaś śmiertelnie poważnie, trudno wyobrazić sobie sytuację, w której jakikolwiek kraj, dobrowolnie, zaprzestaje działalności szpiegowskiej (bądź jej części). Czy takie porozumienie coś zmieni? Oczywiście nie. Mało tego, wiele wskazuje na to, że już wkrótce wspomniany „Der Spiegel” opublikuje kolejne materiały, tym razem dotyczące ścisłej współpracy niektórych państw europejskich z amerykańskimi służbami, w zakresie aktywności szpiegowskiej wymierzonej w Rosję. Konkretniej? Chodzi o stacje nasłuchowe zlokalizowane w niewielkiej odległości od rosyjskich granic. Problem ten sygnalizował sojusznikom szef CIA podczas ostatniego tourne po Europie, które miało miejsce na początku lipca bieżącego roku. Na marginesie warto dodać, że John Brennan odwiedził wówczas między innymi Polskę i Rumunię.

Według naszych rozmówców z MSZ, Brennan miał przestrzegać sojuszników, że nie jest możliwe dokładne oszacowanie skali wycieku tajnych informacji z NSA. Wskazywał także, że wedle wiedzy CIA jednym z nadrzędnych celów przyświecających autorom ujawnienia owych informacji była próba zablokowania negocjacji UE- USA szczególnie w obszarze energetycznym. Istotnym elementem przecieków miała być także próba osłabienia pozycji Angeli Merkel w trakcie kampanii poprzedzającej wybory, co – jak dziś już wiemy – nie udało się.

Natomiast trudno oczekiwać, aby obecnie publikowane informacje na temat podsłuchów miały jakieś szczególny wpływ na proces tworzenia koalicji rządowej w Niemczech, choć na pewno mu nie pomagają. SPD – przynajmniej oficjalnie - wydaje się w tej sprawie niezwykle wstrzemięźliwe jak na ugrupowanie socjaldemokratyczne. Jednak w trakcie negocjacji pojawi się zapewne kwestia wprowadzenia ściślejszego, cywilnego nadzoru nad współpracą BND (niemiecki wywiad) z amerykańskimi służbami. Na pochwały nie może także liczyć Dr Hans-Georg Maaßen, który zaledwie od ponad roku szefuje BfV (niemiecki kontrwywiad). Niemcy – tradycyjnie najbliższy partner Amerykanów jeżeli chodzi o kwestie współpracy służb w Europie (o czym pisaliśmy tutaj), cenią sobie przede wszystkim ciągłość i spokój. Dlatego szef BfV może spać spokojnie, przynajmniej do czasu kolejnych „sensacji” medialnych... Tym bardziej, że problem penetracji najbliższego otoczenia kanclerskiego nie jest czymś nowym. Niemieckim służbom do dziś odbija się czkawką sprawa Güntera Guillaume'a, sekretarza kanclerza Republiki Federalnej Niemiec Willy'ego Brandta, który okazał się agentem wschodnioniemieckiej Stasi. Dziś podobna sytuacja wydaje się bardzo mało prawdopodobna, ale nie niemożliwa.

Maciej Sankowski

InfoSecurity24
InfoSecurity24
KomentarzeLiczba komentarzy: 1
Julia Angis
niedziela, 27 października 2013, 22:13

Tekst bez sensu