Reklama

Policja

Bo ludzie mają prawo pooglądać Black Hawka. MSWiA komentuje incydent z policyjnym śmigłowcem

Autor. Marta Rachwalska/InfoSecurity24.pl

„Stoimy na stanowisku, że społeczeństwo ma prawo zobaczyć sprzęt wojskowy, czy policyjny, który jest kupowany ze środków publicznych” - napisać miał w liście do sejmowej komisji administracji i spraw wewnętrznych szef MSWiA Mariusz Kamiński, komentując incydent ze śmigłowcem Black Hawk w Sarnowej Górze i zerwanie części linii energetycznej. Przedstawiciele resortu nie zjawili się na spotkaniu w Sejmie, gdyż uznali, że sprawa jest wykorzystywana politycznie i przyjmują pisemną formę komunikacji. Jak ocenił tę decyzję jeden z posłów, „rząd zdezerterował”.

Reklama

W środę na posiedzeniu sejmowej komisji administracji i spraw wewnętrznych posłowie mieli wysłuchać informacji ministra SWiA oraz Komendanta Głównego Policji na temat incydentu lotniczego z udziałem policyjnego śmigłowca Black Hawk podczas pikniku wojskowego w Sarnowej Górze. Komisja otrzymała jednak tylko pisemną informację w tej sprawie a udział przedstawicieli resortu odwołano w ostatniej chwili. Przypomnijmy, że do incydentu doszło podczas pikniku z okazji 103. rocznicy bitwy pod Sarnową Górą k. Ciechanowa (Mazowieckie), gdzie policyjny śmigłowiec Black Hawk zerwał linię energetyczną, a dokładnie przewód odgromowy w pobliżu osób obserwujących przelot. Śledztwo w tej sprawie wszczęła prokuratura.

Reklama

Chwilę po rozpoczęciu posiedzenia przewodniczący Komisji AiSW Wiesław Szczepański poinformował, że otrzymał pismo od wiceministra SWiA Błażeja Pobożego z załączoną informacją szefa MSWiA Mariusza Kamińskiego. W liście wskazano, że "stopień upolitycznienia zdarzenia z Sarnowej Góry spowodował, że przyjęliśmy pisemną formę komunikacji z komisją".

Czytaj też

W dalszej części listu, którego już Szczepański nie czytał, szef MSWiA wyjaśnić miał, że po obchodach 103. rocznicy bitwy pod Sarnową Górą odbył się piknik, na którym mieszkańcy mogli zobaczyć sprzęt wojskowy i policyjny. "Były to m.in. czołg Leopard 2A5, Przeciwlotniczy Zestaw Rakietowy Poprad oraz policyjny śmigłowiec Black Hawk" - wyliczyć miał w liście MSWiA. Dodać miało, że z prośbą o udział w pikniku śmigłowca policyjnego już w marcu wystąpił wójt gminy Sońsk. "Należy zaznaczyć, że lotnictwo policyjne przede wszystkim realizuje zadania ustawowe. Jednak regulamin widzi możliwość udziału policyjnych maszyn w wydarzeniach promocyjnych czy charytatywnych. Jest to zawsze traktowane jako godziny szkoleniowe. Podkreślam, że obecność helikoptera w Sarnowej Górze została potwierdzona dopiero, gdy okazało się, że w tym czasie nie ma zaplanowanych innych zadań służbowych z udziałem tego sprzętu" - napisał szef MSWiA. "Stoimy na stanowisku, że społeczeństwo ma prawo zobaczyć sprzęt wojskowy, czy policyjny, który jest kupowany ze środków publicznych" - dodał.

Reklama

W ocenie MSWiA "udział śmigłowca w takim wydarzeniu jest również elementem szkolenia lotniczego załogi w zakresie lądowania w wyznaczonym terenie przygodnym, zabezpieczonym wcześniej przez odpowiednie służby". "W czasie, gdy załoga nie realizuje działań związanych z ustawowymi zadaniami Policji, jest zobowiązana do podtrzymywania nawyków i ciągłego treningu. A zatem śmigłowiec i tak w tym czasie realizowałby loty szkoleniowe" - napisać miało MSWiA w liście.

Czytaj też

Szef MSWiA zdementować miał też informacje o tym, że podczas pikniku odbywały się pokazy lotnicze. "Policyjny śmigłowiec Black Hawk był elementem wystawy statycznej, tak jak pozostały sprzęt. Helikopter inaczej niż czołg nie przyjeżdża na wystawę statyczną na przysłowiowej lawecie. Ubolewam, że MSWiA musi wyjaśniać tak oczywiste kwestie. Ten śmigłowiec musiał przylecieć na miejsce pikniku, a następnie z niego odlecieć" - napisać miał Kamiński. Wyjaśniać miał również, że od momentu lądowania przez ponad trzy godziny śmigłowiec stał na ziemi i był w tym czasie dostępny do oglądania i robienia sobie z nim zdjęć. Jak podkreślił, w związku z tym, że śmigłowiec nie uczestniczył w pokazach lotniczych organizator nie musiał uzyskać zgody Prezesa Urzędu Lotnictwa Cywilnego.

Śmigłowce policyjne wielokrotnie brały udział w piknikach i innych tego typu wydarzeniach, również za czasów rządów koalicji PO-PSL. Możemy tu przywołać na przykład pokaz statyczny śmigłowca Bell-206 z okazji Dnia Dziecka w 2014 roku, czy piknik w Skwierzynie w tym samym roku. Nie stanowiło to również problemu, że lot policyjnym śmigłowcem można było licytować podczas zbiórki organizowanej przez jedną z fundacji. Problemem - jak rozumiem - jest za to sytuacja, gdy śmigłowiec jest na pikniku wojskowym z okazji obchodów rocznicy jednej z bitew podczas wojny polsko-bolszewickiej.
cytowany przez PAP fragment informacji ministra

Szef MSWiA odnieść miał się również do udziału w uroczystości wiceszefa tego resortu Macieja Wąsika . "Pan minister osobiście wielokrotnie już prostował nieprawdziwe informacje, jakoby miał przylecieć tym śmigłowcem. Zapewniam, że na pokładzie nie było żadnych innych osób, poza załogą" - zaznaczył. Dodał, że w momencie przyjazdu Wąsika na uroczystości śmigłowiec był już na miejscu. Wiceszef MSWiA miał też opuścić piknik jeszcze przed odlotem maszyny. "Nie był świadkiem ani lądowania w Sarnowej Górze, ani tym bardziej startu w kierunku Warszawy. Nie wydawał żadnych poleceń załodze. Powtarzanie takich nieprawdziwych doniesień nie licuje z powagą mandatu parlamentarzysty" - napisać miał Kamiński.

Poinformował, że do zdarzenia lotniczego doszło tuż po starcie śmigłowca w czasie lotu powrotnego do Warszawy. "W czasie odlotu helikopter zahaczył o przewód odgromowy linii energetycznej, który został zerwany" - napisał. "Wykonano czynności w trybie art. 308 ustawy - Kodeksu postępowania karnego. Materiały z przeprowadzonych czynności zostały przesłane do Prokuratury Rejonowej w Ciechanowie, przejęte następnie do dalszego prowadzenia przez Prokuraturę Okręgową w Płocku. Zgromadzone w toku prowadzonych czynności procesowych materiały i informacje objęte są tajemnicą śledztwa" - poinformował i dodał, że sprawę bada również Biuro Kontroli Komendy Głównej Policji. Powiadomiona została też - jak napisać miał - Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego. "Od samego początku deklarujemy pełną współpracę z odpowiednimi organami i prokuraturą. Zależy nam na pełnym i transparentnym wyjaśnieniu tego incydentu. Próby upolitycznianie tej sprawy są wysoce nieodpowiedzialne" - poinformować miał Kamiński.

Czytaj też

Dodał, że sejmowa komisja nie jest organem powołanym do wyjaśniania tego typu sytuacji. "Pozwólmy działać ekspertom, którzy wypowiedzą się w tej sprawie. Członkowie komisji sejmowej nie mają ani żadnych uprawnień do wyjaśniania tego typu incydentów, ani wiedzy merytorycznej w zakresie lotnictwa. W ocenie MSWIA sytuacja jest wykorzystywana politycznie w trwającej kampanii wyborczej. Celem zwołanej dziś komisji nie jest wcale wyjaśnianie tej sprawy, a jedynie jej upolitycznienie" - miał napisać.

Nieobecność przedstawicieli MSWiA nie oznaczała jednak, że komisja nie kontynuowała posiedzenia. Z sali padło sporo pytań, m.in. o szkolenie policyjnych lotników, jakie warunki trzeba było spełnić, by maszyna pojawiła się na tego typu pikniku i ile ten udział kosztował. Pytano również o to, za ile i kiedy został kupiony śmigłowiec, który brał udział w incydencie, jak długo był w dyspozycji formacji i ile wylatanych godzin miał pilot tej maszyny. Politycy wskazywali również, jakie niebezpieczeństwo niosą za sobą loty na tak niskiej wysokości podczas tego typu wydarzeń oraz odnoszono się do doniesień o tym, że członkiem załogi wiropłata był karany wcześniej pilot wojskowy. Zastanawiano się także, kto poniesie koszty naprawy śmigłowca i na jak długo maszyna zostanie wyłączona z użytkowania. W obliczu nieobecności przedstawicieli resortu czy Policji, na pytania te nie mogli jednak uzyskać odpowiedzi podczas spotkania komisji. A nieobecność tę uznano za ignorowanie sejmowej kontroli nad działaniami i - jak to ujął jeden z posłów - dezercję rządu.

Sprawą incydentu w Sarnowej Górze, z udziałem Black Hawka, zajmuje się już prokuratura z Płocka, w której powołany miał zostać nawet specjalny trzyosobowy zespół. W jego skład mieli wejść prokuratorzy, którzy zdobyli specjalne szkolenia z badania wypadków lotniczych. Przedmiotem postępowania jest sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu powietrznym. Przestępstwo, jeżeli popełniane jest umyślnie, zagrożone jest karą pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8. Natomiast w przypadku nieumyślnego do lat 3.

Źródło:PAP / InfoSecurity24.pl
Reklama

Komentarze

    Reklama