„Mała” szpiegowska gra w Europie

10 sierpnia 2018, 10:58
europa
Fot. Pixabay, licencja Creative Commons CC0
  • Mniejsi, pozaeuropejscy gracze są również zainteresowani aktywnością wywiadowczą na terytorium poszczególnych państw europejskich, jak również w skali całego kontynentu;
  • Ich aktywność oraz możliwe reperkusje dla bezpieczeństwa można bardzo dobrze prześledzić chociażby poprzez pryzmat przykładu Turcji, Iranu, Izraela;
  • Europa przyciąga uwagę nie tylko swoimi technologiami, kwestiami relacji politycznych z konkretnymi państwami, ale również poprzez liberalną oraz otwartą politykę względem różnych grup opozycjonistów politycznych.

W Europie coraz głośniej mówi się o powrocie standardów zimnej wojny, przede wszystkim w zakresie aktywności różnych służb specjalnych. Najczytelniejszym frontem jest oczywiście rywalizacja z wywiadami Rosji oraz Chin, jednak w tle strać największych i globalnych graczy w ramach "wielkiej gry", kryje się swoista "mała gra". Nie można jej w żadnym razie zbagatelizować, gdyż ma ona także bezpośrednie znaczenie dla bezpieczeństwa całego kontynentu oraz poszczególnych państw. 

W ostatnich latach przyzwyczailiśmy się do tego, że w Europie toczy się coraz aktywniejsza walka pomiędzy służbami specjalnymi Federacji Rosyjskiej oraz państw natowskich, nie zapominając oczywiście o Szwecji czy Finlandii. Co więcej, nawet część służb, jak chociażby brytyjskie MI5 wskazuje na poziom tej rywalizacji przypominający "złote czasy szpiegostwa", datowane na okres zimnej wojny. Żeby nie być gołosłownym, w tym kontekście wystarczy nadmienić niedawne głośne wystąpienie szefa estońskiego wywiadu w amerykańskim Aspen, na tamtejszym Security Forum, czy też pokłosie sprawy próby otrucia S. Skripala w Wielkiej Brytanii. Które przecież nadal, raz po raz, pojawia się na przysłowiowych pierwszych stronach gazet.

Do tego należy dołączyć, również wielokrotnie sygnalizowaną, aktywność służb chińskich, zainteresowanych strategicznie ważnymi kwestiami relacji Europy z Chinami oraz pewnie równie mocno najnowocześniejszą technologią, obecną w sektorze publicznym i prywatnym, w tym rejonie świata. Trudno bowiem przypuszczać, że formułowanie takich koncepcji jak np. inicjatywa jednego pasa i jednej drogi, odbywałoby się bez rozległych działań ze strony chociażby chińskiego MSS.

Jednak, oprócz tej swego rodzaju „wielkiej gry”, żeby w pewnym sensie użyć określenia zaczerpniętego od kiplingowskiego „Kima”, na starym kontynencie toczy się jeszcze szereg mniejszych starć, o których opinia publiczna w ogóle nie słyszy  lub dowiaduje się ze znacznym opóźnieniem. Co więcej, pewna część z nich ma swoje źródła również poza kluczowymi państwami w Europie, a więc nie dotyczy np. naturalnej gry wywiadów i kontrwywiadów poszczególnych państw kontynentu. Jednak nawet jeśli źródło działań jest pozaeuropejskie i nie dotyczy np. Chin, działania obcych służb mogą i wpływają bezpośrednio na bezpieczeństwo wewnętrzne poszczególnych państw Europy, w tym Polski.

Turcy rozgrywają swoje europejskie karty i pozwalają na dokonanie analizy

W ostatnim czasie, do najprawdopodobniej najgłośniejszego i niejako oficjalnego „coming out`u” doszło w przypadku działań służb Turcji w Europie – tj. Narodowej Agencji Wywiadowczej – MİT. Stąd można ich użyć do zobrazowania pewnych ważnych wątków wobec szerszej debaty. Turcy przyznali się bowiem do tak ekstremalnych działań, jak chociażby zatrzymania osób na terytorium obcych państw w większym, lub najczęściej mniejszym stopniu, we współpracy z tamtejszymi władzami. Tylko oficjalnie miało chodzić nawet o osiemnaście państw świata i grupę osiemdziesięciu osób. W kontekście samej Europy najgłośniej było przede wszystkim o sytuacji w Kosowie. To właśnie tam zatrzymano i dokonano wręcz ekspresowej ekstradycji sześciu obywateli Turcji. W przypadku obecności służb tureckich na starym kontynencie, całą sprawę „zatrzymań” można uznać, jako swoiste zwiększenie już istniejącej aktywności, wynikające przede wszystkim ze zmian politycznych w Turcji w kontekście wydarzeń z 2016 r. i nieudanego wojskowego zamachu stanu, który jest szeroko wykorzystany i nadal używany nie tylko w formalnej grze politycznej i przeobrażeniach w systemie prawnym tego kraju.

Co więcej, obecnie nawet samo wymienienie znanych kierunków zainteresowań Turków dobrze obrazuje skalę ich działań, a co za tym idzie potrzeb w zakresie budowy agentury, posiadania własnych funkcjonariuszy operacyjnych, nie mówiąc o budżecie. Mowa jest bowiem o kilku symultanicznych wymiarach, obejmujących współcześnie tradycyjne lub raczej klasyczne działania wywiadowcze wobec Grecji oraz Cypru. Do tego należy dołączyć zróżnicowaną aktywność wobec opozycji politycznej prezydenta Recepa Tayyipa Erdoğana oraz jego partii AKP, w tym priorytetowe, jak wydaje się w tej chwili, aktywne zwalczanie struktur FETÖ oraz innych elementów związanych z Fethullahem Gülenem. Nadal wysoko w priorytetach jest też zapewne dezintegracja oraz zwalczanie opozycji kurdyjskiej, ze szczególnym uwzględnieniem Partii Pracujących Kurdystanu PKK, szczególnie wobec sytuacji w Syrii oraz w Iraku.

Klasycznym zainteresowaniem wywiadowczym Turków jest oczywiście ich największy rywal na kierunku europejskim, czyli Grecja. Oczywiście, w pewnym uproszczeniu na potrzeby analizy, dołączyć do tego można również sferę problemów z Cyprem, w tym kwestie wynikające np. z problematyki rywalizacji o złoża gazu. Co więcej, chodzi tutaj zarówno o przestrzeń polityki, kultury, gospodarki ale także obronności. Stąd też, w żadnym razie nie zaskakuje głośna w Grecji sprawa szpiegowska, opisana kilka lat temu m.in. przez gazetę Kathimerini w centrum której znalazł się obywatel Niemiec, nazwany „Martinem”, który miał być pozyskany przez turecki MİT. Jego zadanie miało polegać, oprócz życia jako zachodni emeryt na greckich wyspach, na fotografowaniu obiektów infrastruktury krytycznej zlokalizowanej na najbardziej wysuniętych na wschód wyspach tego państwa. Co więcej, w trakcie jego procesu o szpiegostwo miało wyjść na jaw, że wyspy na Morzu Egejskim miały być obiektem aktywności całej grupy innych „emerytów” z państw północnej Europy, którzy byli i mają być zadaniowani właśnie przez Turków. Prowadzących z MİT interesowały przede wszystkim zdjęcia greckich baz wojskowych, infrastruktury lotnisk, a także energetyka na szpiegowanych wyspach. Za swoją pracę aktywny „emeryt-agent” miał otrzymywać 1250 Euro miesięcznie. Trzeba śmiało zakładać, że im większy poziom napięcia w rejonie Morza Śródziemnego, tym tego rodzaju działania tureckie mogą tylko nabierać rozpędu. Należy przypuszczać, że tego typu działania są prowadzone cały czas i pojawia się tylko pytanie o ich zwiększającą się lub zmniejszającą się skalę.

Oprócz kwestii wojskowych, w przypadku wspomnianych powyżej Grecji oraz Cypru, należy na płaszczyźnie państwowej lub raczej ogólnoeuropejskiej wydzielić kilka innych, mniej ostrych, potencjalnych płaszczyzn aktywności np. tureckiego MİT. Przede wszystkim nie można pominąć faktu istnienia bardzo popularnych współcześnie działań informacyjnych, w które, jak należy domniemywać, zaangażowane są również tureckie służby specjalne. Świetnym sygnałem dla potrzeby brania ich pod uwagę była debata o specyficznej tureckiej kampanii referendalnej, prowadzonej także poza samą Turcją. Przede wszystkim, mowa tutaj o takich państwach jak Niemcy czy też Holandia, gdzie z jednej strony istnieje duża diaspora turecka, a z drugiej dało się zaobserwować również aktywność opozycji względem władz w Ankarze. Co więcej, okazało się ostatecznie, że czynniki dyplomatyczne, zapewne odpowiednio wzmocnione przez tamtejszy wywiad MİT, były w stanie doprowadzić do groźnych sytuacji na ulicach europejskich miast. Symbolem ówczesnych zdarzeń stał się chociażby słynny incydent w Rotterdamie w Holandii, przekładający się bezpośrednio na oficjalne relacje dyplomatyczne obu państw. Gdzieś w tle wydarzeń referendalnych, cały czas istnieje także bardzo wrażliwa debata o możliwości odpowiedniego sterowania/zarządzania kryzysem migracyjnym na kierunku bałkańskim, właśnie przez tureckie służby specjalne. Szczególnie, gdy weźmie się pod uwagę efektywność tego rodzaju narzędzia w wywieraniu presji względem UE oraz Niemiec. W końcu, wspomniana swego rodzaju efektywność „presji migracyjnej” przyniosła wymierne skutki finansowe dla władz w Ankarze.

Turecka aktywność wywiadowcza ma tak jak zostało wspomniane również inne, równie ważne oblicza. Pierwszym z nich jest wspomniana już penetracja diaspor tureckich oraz kurdyjskich, związana z pozyskiwaniem informacji zastrzeżonych dla chociażby niemieckich władz – landowych i federalnych. W tym kontekście, przypomnieć należy, że raz po raz u naszych zachodnich sąsiadów pojawiały się hipotezy o stworzeniu pewnych ram akceptowalnej aktywności ze strony Berlina wobec działań służb Turcji.

Nie zmienia to jednak faktu, że działania wywiadowcze (nie tylko pozyskiwanie informacji) tureckie w Niemczech przestały być tabu. Nawet Hans-Georg Maassen z BfV w kontekście kampanii referendalnej wyraził obawy co do możliwości wystąpienia potencjalnych zagrożeń wynikających ze starć pro-erdoganowskich Turków z opozycją. Pod koniec zeszłego roku u naszych zachodnich sąsiadów głośno było o możliwej penetracji wywiadowczej tamtejszych federalnych struktur zajmujących się na co dzień kwestiami imigracyjnymi – BAMF. Pierwszym kierunkiem dociekań stali się oczywiście tłumacze, których zatrudnia się tam  do obsługi osób posługujących się językiem tureckim. Należy w ogóle odnotować, że jeszcze w 2016 r. część mediów w Niemczech podawała, że wobec ok. 3 milionowej diaspory, turecki MİT może dysponować grupą ok. 6 tys. czynnych informatorów. Co statystycznie miało dawać większe nasycenie agenturalne, niż w przypadku działań słynnej Stasi w Niemczech Zachodnich w okresie zimnej wojny.

Mając na uwadze działania podejmowane na kierunku greckim, trudno przypuszczać, że MİT pomija próby pozyskania rodowitych Niemców, nie mających kulturowo-rodzinnych związków z Turcją, a dysponujących wiedzą oraz możliwościami w zakresie spraw imigracyjnych oraz azylowych. Szczególnie, gdy chodzi o tureckich opozycjonistów, Kurdów podejrzewanych o współpracę z PKK, którzy mieli odnaleźć "bezpieczną przystań" w Niemczech. Co więcej, na tle działań wobec BAMF pojawiły się także sugestie o możliwym "podejściu" tureckich służb pod niemieckie instytucje zajmujące się kwestiami bezpieczeństwa, np. policję.

Szerzej w kontekście całej Europy, najgłośniejsze stało się ujawnienie informacji o porwaniach ludzi należących do struktur FETÖ. Bekir Bozdag miał wskazać, że tego rodzaju operacje były podjęte wobec 80 członków ruchu Fethullaha Gulena w ponad 18 państw innych niż Turcja. W przypadku Europy szerokim echem odbiły się tego rodzaju działania podjęte w Kosowie, opisane już wcześniej, gdzie w marcu wybuchł z tego powodu skandal polityczny, bo jak twierdzono władze polityczne Kosowa mogły nie wiedzieć o współpracy lokalnych służb z tureckimi. Nie można zapominać, że Turcja ma przy tym dwa ważne argumenty. W relacjach z państwami europejskimi i lokalnymi służbami może śmiało handlować danymi o terrorystach podróżujących z i do Europy, w kontekście tzw. Państwa Islamskiego oraz Al-Kaidy. Nie można pominąć również, wspomnianej wcześniej kwestii strategicznego dla całego kontynentu kryzysu migracyjnego. Konkludując, Turcja ma interesy, wolę oraz jak widać rozmach w swej zróżnicowanej aktywności wywiadowczej w Europie.

Izraelska klasyka czyli europejskie fronty Mossadu i coraz groźniejsza tajna wojna z Iranem

Jeśli o tureckich służbach zaczęło się mówić współcześnie coraz głoścniej, szczególnie w kontekście nowej polityki prezydenta Erdoğana, to o innym państwie z tego regionu i jego działaniach wywiadowczych, podejmowanych w całej niemal Europie, napisano całą gamę artykułów oraz książek. Izrael jest bowiem klasycznym przykładem państwa, którego "agenci" od lat swobodnie poruszają się po europejskich państwach w ramach swej mniej lub bardziej znanej aktywności wywiadowczej. Izrael jest skoncentrowany przede wszystkim na problemie zwalczania terrorystów z Hamasu, Hezbollahu i rzadko ograniczał swoje działania pod względem terytorialnym. Co więcej, niejednokrotnie w przypadku aktywności Mossadu ryzykowano nawet wystąpienie skandali i kryzysów w relacjach z poszczególnymi państwami w Europie. Tutaj wystarczy tylko wspomnieć, nie wchodząc w szczegóły, o chyba najgłośniejszym polowaniu na terrorystów z Czarnego Września po olimpiadzie w Monachium, czy też równie „spektakularnym” wywiezieniu Mordechaja Vanunu "spod nosa" brytyjskich dziennikarzy.

Dziś temat wrócił za sprawą artykułu w Le Monde, który wskazywał na Paryż jako swego rodzaju centrum operacji Mossadu wobec np. Hamasu. Sygnał jaki wysłały, poprzez media służby francuskie, był jasny i czytelny – Izraelczycy znów przekroczyli tolerowany poziom swojej aktywności, nie tylko w samej stolicy Francji. Można stwierdzić, że to nie pierwszy raz, szczególnie w kontekście jednego z okresów zimnej wojny, kiedy francuski kontrwywiad de facto wyrzucił Izraelczyków i zmusił ich do przerzucenia ciężaru działań na rezydenturę w Belgii. Wracając do obecnej sprawy, francuscy dziennikarze otrzymali nawet informacje, że w Paryżu miało znajdować się centrum planistyczno-logistyczne na potrzeby operacji wymierzonej w Mahmouda al-Mabhouha w Dubaju. Zapewne wściekłość ludzi z DSGI wywołał również fakt, że jeden z lokali używanych przy tej akcji miał być zlokalizowany blisko francuskiego ministerstwa finansów oraz innych budynków rządowych.

Jeszcze mocniej, mogło zdenerwować samych Francuzów pozyskiwanie agentów obcych państw, a nawet samych Francuzów, na terytorium Francji przez Mossad. Jeden z wątków w Le Monde mówi o nieudanym podejściu do francuskiego funkcjonariusza wywiadu w trakcie połączonej operacji w 2010 r. Cała sprawa, co ciekawe wygląda niczym zaczerpnięta z serialu Erica Rochanta „Le Bureau des Légendes” obrazującym działania DGSE, choć może było odwrotnie – sprawa miała mieć miejsce w 2010 r., a pierwszy sezon powstał w okolicy 2015 r.

Izraelska obecność wywiadowcza, ma także, analogicznie do tureckiej, inne oblicza. Wielokrotnie wykraczające poza sprawy walki z szeroko pojmowanym terroryzmem. Chodzi o zabezpieczenie m.in. interesów gospodarczych oraz militarnych państwa. Dotyczy to rywalizacji z Iranem, działań wobec innych sąsiadów Izraela prowadzonych w państwach europejskich, a także zapewne np. szpiegostwa w obrębie najnowszych technologii. Coraz groźniejsza staje się współcześnie rywalizacja ze służbami irańskimi, wiemy o tym chociażby w kontekście wystawienia przez Mossad kontrwywiadom w Europie siatki irańskiej formacji Al Quds werbującej nieirańskich szyitów. Trzeba też wskazać, że Irańczycy z Quds oraz VEVAK/MOIS również nie próżnują w Europie, czego sygnałem było chociażby wskazanie przez niemiecki kontrwywiad BfV amabsady Iranu w Berlinie jako centrum operacji wywiadowczych. Samo uznanie, że jakakolwiek ambasada spełnia funkcję rezydentury nie jest czymś odkrywczym, ale oficjalne napiętnowanie jej w mediach i wprowadzenie do ogólnokrajowej debaty tego problemu jest już ważnym sygnałem o przekroczeniu pewnych standardów oraz skali działań, tym bardziej jeśli takie sformułowania pojawiają się w ustach ministra Horsta Seehofera, w obliczu aresztowania irańskiego dyplomaty Abdullaha Asadiego w Bawarii. Przypomnijmy, że zdaniem śledczych miał on, pracując w Austrii, zadaniować komórki terrorystyczne w Belgii, w zakresie ataków na opozycję irańską w państwach Europy Zachodniej. Irańczycy bowiem zapewne od dawna prowadzą nie tylko samą obserwację grup opozycyjnych, ale podejmują także inne formy bezpośredniego działania wobec nich. Dotyczy to m.in. sieci związanej z Mudżahedinami Ludowymi z MEK, ale nie można zapominać również o opozycji politycznej wobec władz w Teheranie skupionej chociażby wokół takich inicjatyw jak Wolny Iran czy struktur Narodowej Rady Oporu Iranu.

Wracając do samych Izraelczyków trzeba zaznaczyć, że czasami dochodzi do wręcz kuriozalnych sytuacji, na przykład jak ta opisana na początku 2016 r., która miała miejsce w okolicy niemieckiego Neumenster. Dwóch domniemanych szpiegów z Izraela miało w trakcie swoich działań zakopać w błocie swój samochód, a próba uzyskania pomocy od lokalnych ludzi zakończyła się, jak opisywały media, wystawieniem ambasadzie Izraela rachunku za udział służb ratowniczych. Chociaż brzmi to jak scenariusz filmu kategorii B, to jednak zobrazowało fakt, iż Mossad dokładnie śledził kwestię budowy izraelskich okrętów podwodnych w Niemczech. Analogiczne działania są zapewne podejmowane również w drugim kierunku, gdy to Izrael dostarcza pewne, szczególnie strategiczne, technologie do innych państw europejskich.

Zainteresowanych i aktywnych jest znacznie więcej

Przykłady Izraela, Iranu, Turcji posłużyły do pokazania rozmiarów problemu, ale nie można zapominać, że na mniejszą skalę w Europie działają również inni, chciałoby się powiedzieć mniej topowi gracze. W Niemczech niedawno rozważano publicznie sprawę działania niejakiego Long N.H. mającego korzenie wietnamsko-czeskie, który miał brać aktywny udział w porwaniu i wywiezieniu do Azji Trinh Xuan Thanha. Sama akcja była wręcz idealnie filmowa i odbyła się na jednej z ważniejszych ulic w Berlinie w środku dnia. Oczywiście, udział skazanego ostatecznie Long N.H. był cząstkowy, gdyż zgodnie z zeznaniami miał odpowiadać za wypożyczenie pojazdów, używanych do porwania i skrytej eksfiltracji. Lecz dzięki jego sprawie uzyskano, być może szerszy obraz operacji wietnamskiego wojskowego wywiadu TC2 lub/i cywilnego TC V. Należy przypomnieć, że po raz kolejny widać wysoką zdolność jednej ze służb do operowania wśród zwartych, częstokroć wysoce homogenicznych diaspor w Europie.

Próbując dokonać pewnej konkluzji, a przede wszystkim przedstawić konkretne wnioski, jako pierwsze pojawia się stwierdzenie, że umowna „mała gra” toczy się cały czas de facto w cieniu globalnych zmagań Rosji, Chin i Stanów Zjednoczonych, traktując przy tym terytoria państw europejskich jako świetną przestrzeń do realizacji własnych działań, przede wszystkim poprzez swobodę przemieszczania się, obecność różnych diaspor, a także mniejszą medialność potencjalnych skandali. Co więcej, takie działania są motywowane szeroką otwartością części państw europejskich na różne grupy dysydentów, opozycjonistów czy uchodźców politycznych, które pozwalają im nie tylko osiąść w danym państwie, ale również prowadzić jakąś formę działań społeczno-politycznych. Tym samym, naturalnie przyciąga to szereg służb spoza samego kontynentu. Nie można również zapomnieć, że w Europie ulokowane są ważne ośrodki finansowe, a także instytucje międzynarodowe, wysoko pozycjonowane w agendzie działań różnych większych lub mniejszych państw.

Jeśli chodzi o możliwe ryzyko, to należy zwrócić uwagę na problem rywalizacji Iranu z Izraelem na kontynencie. Do tego może dojść także rywalizacja państw arabskich z Iranem, również prowadzona na terytorium państw europejskich, niejako per procura za pomocą różnych „niezależnych” struktur szyickich i sunnickich (w uproszczeniu). Trzeba widzieć również wzrastającą aktywność strony tureckiej, w innych niż klasyczne, działaniach wywiadowczych.

Cały czas istnieje też ryzyko porwań lub prób fizycznej eliminacji obywateli państw trzecich, którzy szukają schronienia w Europie. Największym ryzykiem jest jednak bagatelizowanie działań służb, które przy mniejszej kontroli mogą zbudować potencjał będący wyzwaniem na poziomie strategicznym w chwili wystąpienia kryzysu. W dodatku, śmiało można też stwierdzić, że technologie oraz inne sekrety gospodarcze państw europejskich, interesują nie tylko Moskwę, Waszyngton czy Pekin, ale również władze w innych miejscach świata. 

KomentarzeLiczba komentarzy: 3
Anni
poniedziałek, 13 sierpnia 2018, 01:17

Andys-porównaj sobie PKB Polski ,położenie geostrategiczne i siłe militarną państw które wymieniłeś-z Polską.Tylko Indiee są poza naszym zasięgiem.Iran i Arabia Saudyjska są ważne wyłącznie z powodu ropy-której era się na naszych oczach kończy.Reszta państw w porównaniu z Polską to drugi sort w kwestii geostrategicznego położenia.Utrata Litwy czy Łotwy dla NATO nie ma tak dużego znaczenia,jak utrata ryglaa pomiędzy Rosją i Europą-czyli Polski

SZELESZCZĄCY W TRZCINOWISKU
sobota, 11 sierpnia 2018, 03:50

..kiedy umysł śpi budzą się demony i tylko perfidia wśród nich ma maskę człowieka która \"złapanych\" zamienia w demony

andys
piątek, 10 sierpnia 2018, 19:16

\"..śmiało można też stwierdzić, że technologie oraz inne sekrety gospodarcze państw europejskich, interesują nie tylko Moskwę, Waszyngton czy Pekin, ale również władze w innych miejscach świata. \" Wydaje mi sie, że własnie to zdanie jest najwazniejsze w całym artykule. Brazylia, Argentyna, Meksyk, RPA, Arabia Saudyjska, Indie, Pakistan, Iran to państwa , które bedą znaczyć w polityce i gospodarce coraz więcej, ich polityka bedzie coraz bardziej samodzielna, coraz trudniej bedzie nimi sterować. Te państwa teraz spokojnie przygladają się jak główni gracze wzajemnie sie gryzą.