Kto podszywał się pod władzę? Fałszywe wiadomości SMS również na Ukrainie

28 listopada 2018, 12:02
telefon. pixabay.com
fot. pixabay, licencja Creative Commons CC0

Dezinformacja, wojna informacyjna, fake news – to tylko niektóre określenia jakie pojawiły się wczoraj po tym jak ujawniono, że mieszkańcy gmin znajdujących się przy granicy z Ukrainą otrzymali fałszywy "Alert RCB", który dotyczył zgłaszania się mężczyzn do urzędów gmin w związku z kryzysową sytuacją na Ukrainie. Okazuje się, że najprawdopodobniej podszywanie się pod RCB, może być częścią szerzej zakrojonej akcji dezinformacyjnej. Podobne, fałszywe SMS-y, wysyłane w imieniu Ministerstwa Obrony Ukrainy, otrzymali mieszkańcy, graniczącego z Rosją, obwodu Sumskiego. W wiadomościach informowano o konieczności zgłoszenia się do najbliższej jednostki wojskowej.

W poniedziałek, do mieszkańców gmin na wschodzie Polski trafił sms zobowiązujący do stawienia się w urzędzie gminy w związku z kryzysową sytuacją na Ukrainie. Jak się potem okazało, wiadomość pochodząca od nadawcy „Alert RCB”, była fałszywką, a Rządowe Centrum Bezpieczeństwa zdementowało całą sprawę. „Rządowe Centrum Bezpieczeństwa nie wysyłało Alertu RCB, dotyczącego zgłaszania się mężczyzn do urzędów gmin” – czytamy w komunikacie zamieszczonym na stronie RCB. Jak poinformowało Centrum, sprawą zajmuje się Policja i Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Z informacji jaka przekazał Rzecznik Ministra Koordynatora Służb Specjalnych wynika, że za wcześnie jest by mówić o tym kto stoi za całą sprawą. „Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego otrzymała sygnał o wysyłaniu fałszywych Alertów Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. Z dotychczasowych informacji wynika, że wskazane działania miały charakter lokalny. ABW rozpoczęło wyjaśnianie wszelkich okoliczności incydentu" - pisze Stanisław Żaryn.

Wiadomości zostały wysłane niemal w tym samym czasie, w którym zapadła decyzja o wprowadzeniu stanu wojennego na Ukrainie. Jak się okazuje, mieszkańcy przygranicznych gmin w Polsce nie byli jedynymi którzy dostali informacje mówiące o konieczności podjęcia działań w związku z kryzysem na Ukrainie. Podobne SMS-y zostały rozesłane także do mieszkańców, graniczącego z Federacją Rosyjską, obwodu Sumskiego. 27 listopada w SMS-ach, których nadawca podawał się za Ministerstwo Obrony Ukrainy, poproszono o stawienie się w najbliższej jednostce wojskowej.

Ukraiński MON dość szybko poinformował, że nie ma nic wspólnego z wiadomościami. „Informacje wysyłane obywateli Ukrainy, którzy mieszkają w obszarach granicznych z Rosją, to nic innego jak kolejny przejaw „hybrydowej” rosyjskiej agresji wobec naszego kraju” – czytamy w oświadczeniu ukraińskiego ministerstwa obrony. Jak podkreślono w komunikacie, „istnieje wiele przykładów >>spamowych<< wiadomości rosyjskich sił okupacyjnych i nielegalnych grup zbrojnych wspieranych przez Rosję w regionach Doniecka i Ługańska. Dlatego ta taktyka inwazji agresora jest już znana”. "Na niektórych obszarach wzdłuż granicy państwowej, Federacja Rosyjska realizuje prowokacyjne działania informacyjne" - poinformowano na Twitterze. 

Ministerstwo Obrony Ukrainy zaapelowało też do Ukraińców, by nie poddawali się prowokacjom służb specjalnych Federacji Rosyjskiej. Poproszono również przedstawicieli mediów, by korzystali wyłącznie z oficjalnych źródeł.

W całej sprawie, podstawowym pytaniem jest to kto stoi za fałszywymi wiadomościami. Część komentatorów dość jasno i wyraźnie wskazuje na to, że tego typu działania są klasyczną formą testowania odporności systemów i elementem wojny informacyjnej. Odpowiedź na pytanie komu najbardziej zależy na wprowadzaniu niepokoju i zamętu w związku z eskalacją konfliktu na Ukrainie, jest dla wielu oczywista. Jak zauważa dr Jacek Raubo „Ukraina jest poligonem doświadczalnym dla wielu współczesnych rosyjskich rozwiązań, zarówno wojskowych jak i tych z pogranicza służb specjalnych i działań informacyjnych”. Raubo dodaje też, że dla każdego „obserwatora kluczowe jest dostrzeganie sygnałów płynących z nowej taktyki, ale też zdolności do działań na płaszczyźnie operacyjnej”. Jego zdaniem, Ukraina uświadamia nam, że Rosjanie bardzo sprawnie odczytują nowe wymagania nie tylko w cyberprzestrzeni, ale również te związane z systemami łączności. Jak podkreśla, wszystkie te działania, są elementem, jak to nazywa, „dotychczasowej szkoły operacji psychologicznych”.

Przypomnijmy, w poniedziałek Ukraina ogłosiła stan wojenny w części kraju. Decyzja jest wynikiem zaatakowania przez Rosję trzech okrętów ukraińskiej marynarki wojennej w Cieśninie Kerczeńskiej między Morzem Czarnym i Azowskim. W wyniku zdarzenia rannych zostało sześciu ukraińskich marynarzy. Ukraińskie jednostki zostały ostrzelane i przejęte przez rosyjskie oddziały specjalne, i jak wynika z pojawiających się informacji znajdują się obecnie w porcie w Kerczu, leżącym na kontrolowanym przez Rosję Krymie.

KomentarzeLiczba komentarzy: 6
As
piątek, 30 listopada 2018, 08:31

Przecież wiadomo było że informacje rozsyłane na telefony w razie konfliktu będą wyświetlane cyrylicą.

hakier
czwartek, 29 listopada 2018, 22:58

To mogli zrobić zarówno Rosjanie jak i Ukraińcy. Jednym i drugim na rękę takie zamieszanie

Janusz
czwartek, 29 listopada 2018, 13:30

Jakim cudem ktoś przejął te dane, a co gorsza złamał system alarmowy ? Gdzie są nasze służby i co robią poza wydaniem kolejnego komunikatu ...

chomik
czwartek, 29 listopada 2018, 08:32

Skoro tym sposobem można zarządzić fałszywą mobilizację, to równie dobrze można prawdziwą odwołać. Trochę dziwnie z tym, że swój numer ma się gdzieś na jakimś dysku łubianki, a może i całe dane tele-adresowa także.

Troll i to wredny
środa, 28 listopada 2018, 20:26

Gdyby się okazało, że to wroga agentura testuje nasze zabezpieczenia i...odzew społeczny do wezwania mobilizacyjnego...to okazało się, że nasz system leży i kwiczy.