Rosja reaktywuje dawną stację SIGINT na Kubie?

12 lutego 2016, 10:29

Rosyjskie służby wywiadowcze mogą wrócić do podsłuchiwania USA z terytorium Kuby - jak wynika z najnowszych doniesień. Moskwa oficjalnie zaprzecza, jednak sprawa wydaje się mieć drugie dno.

Kwestia ponownego otwarcia nieczynnej rosyjskiej stacji SIGINT w Lourdes powraca na łamy mediów co pewien czas od  2012 r.  Informacje takie pojawiają się zazwyczaj przy okazji kolejnych wizyt delegacji przedstawicieli sił zbrojnych czy rządu Rosji w Hawanie lub Kuby w Moskwie. Niedawno w Sieci pojawiły się niepotwierdzone doniesienia, jakoby Rosjanie mieli uruchomić swą dawną instalację SIGINT na terytorium kubańskim jeszcze w lutym br.

Niemal natychmiast zareagował Aleksander Schetinin, dyrektor departamentu Ameryki Łacińskiej w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej. Stwierdził on w rozmowie z agencją TASS, że takiego punktu jak ponowne uruchomienie stacji nasłuchu w Lourdes nie ma w agendzie rozmów prowadzonych obecnie pomiędzy Rosją i Kubą. Oba państwa chcą rozwijać współpracę w zakresie innych projektów, np. w  energetyce. Dementi rosyjskich władz nie zmienia faktu, że baza w Lourdes od 1967 r. wpisana jest w globalną architekturę wojen wywiadów w zachodniej hemisferze i ma jeszcze szansę odegrać istotną rolę w polityce Moskwy wobec Waszyngtonu.

Gest dobrej woli w dobie resetu w relacjach rosyjsko-amerykańskich 

Prezydent Władimir Putin podjął decyzję o wycofaniu rosyjskiego personelu wywiadowczego z Lourdes w 2001 r., zaś faktyczne wygaszenie aktywności stacji nasłuchu miało nastąpić w kolejnym roku. Wpisywało się to w ówczesną politykę budowy nowych relacji pomiędzy Rosją i USA. Likwidacja bazy SIGINT miała znaczenie symboliczne, ponieważ Lourdes, położone na południe od Hawany, stanowiło wyzwanie dla amerykańskich systemów łączności powodując stałe napięcia pomiędzy obu mocarstwami od lat 60-tych XX w. W ciągu kilkudziesięciu lat swego istnienia stacja SIGINT w Lourdes była największą tego rodzaju bazą utrzymywaną przez Moskwę poza granicami własnego państwa. Szacuje się, że w bazie mogło przebywać w okresie szczytowym jej aktywności szpiegowskiej niemal 3 tys. funkcjonariuszy i innego personelu, głównie z ZSRS.

Po przemianach i upadku ZSRR liczba ta mogła zmniejszyć się do ok. 1-1,5 tys. funkcjonariuszy różnych służb specjalnych i personelu pomocniczego. W okresie zimnej wojny, oprócz przedstawicieli GRU i KGB czy funkcjonariuszy kubańskiego wywiadu cywilnego DGI, mieli tam również przebywać przedstawiciele wywiadów innych państw bloku wschodniego. Po rozpadzie imperium sowieckiego władze rosyjskie nie zamierzały rezygnować z prowadzenia nasłuchu i dekryptażu komunikacji USA z bazy położonej na Kubie. Zmieniła się jedynie struktura cywilnych służb specjalnych Moskwy. Po likwidacji KGB w 1991 r. powstała odrębna służba wywiadu zagranicznego SVR. Przechwytywaniem obcej łączności i jej dekryptażem zajmowała się natomiast FAPSI, która została wchłonięta przez FSB w 2003 r. już w okresie prezydentury Władimira Putina. Żadnej oficjalnej reorganizacji nie przeszedł natomiast wywiad wojskowy GRU, podległy sztabowi generalnemu sił zbrojnych Federacji Rosyjskiej. Poważny problem stanowił jednak wpływ obecności rosyjskiego personelu wywiadowczego w Lourdes na relacje Moskwy z Waszyngtonem, a także konieczność opłacania kubańskich gospodarzy z budżetu zmagającego się z finansowym deficytem ogromnego państwa.

W czasach świetności bazy w Lourdes, co potwierdził w 1993 r. Raul Castro, będący wówczas jeszcze ministrem obrony, blisko połowa informacji uzyskiwanych przez Moskwę z SIGINT pochodziła z instalacji wywiadowczej pod Hawaną. Rosjanie monitorowali nie tylko amerykańską aktywność wojskową ze szczególnym uwzględnieniem baz sił powietrznych i marynarki wojennej, ale również satelity i programy badawcze kosmosu, rozwijane przez agencję NASA. Na Kubie zaś oprócz infrastruktury nasłuchowej SIGINT znajdować się miały również elementy wsparcia dla działań wywiadowczych prowadzonych na terytorium USA oraz komórki analityczne wywiadu, przygotowujące specjalne opracowania dla władz politycznych w Moskwie.

Rosjanie używali także stacji w Lourdes w celu wsparcia własnego systemu satelitów. Za obecność na Kubie musieli - jak wspomniano wcześniej - płacić, a odbywało się to w ramach pomocy gospodarczej dla kraju rządzonego przez braci Castro. Gdy w 1995 r. przedłużano umowę o użytkowaniu bazy w Lourdes do 2000 r., nie podano oczywiście dokładnych sum do wiadomości publicznej. Przy czym można przypuszczać, iż znalazły się one w całościowej kwocie pomocy dla Kuby, którą wówczas szacowano na ok. 200 milionów dolarów rocznie, według danych Federation of American Scientists. Odpowiada to średniej z szacunków amerykańskiej agencji wywiadu wojskowego DIA.

Dyskusja o Lourdes w nowym geopolitycznym ujęciu 

Najświeższa dyskusja o możliwości dalszego użytkowania bazy w Lourdes wpisuje się w obraz nowych, antagonistycznych pod wieloma względami, relacji globalnych pomiędzy Waszyngtonem i Moskwą. Nie można przy tym pominąć zwrotu w bilateralnych stosunkach amerykańsko-kubańskich, który jest owocem historycznego przełomu wypracowanego przez administrację Baracka Obamy. Od czasu zamknięcia bazy w Lourdes w 2002 r., najwięcej słychać było o niej w kontekście informacji podanych przez moskiewski dziennik "Kommiersant" w 2014 r. Dziennikarze sugerowali wówczas rychłą reaktywację stacji nasłuchu. Co ciekawe, w tym samym czasie, zdaniem analityków rosyjskich mediów, doszło również do symptomatycznych wydarzeń w Internecie. Chodzi o publikację na temat Lourdes zamieszczoną przez Russia Today. Jej pierwotną wersję zastąpiono inną, w której nie było już wzmianki o ponownym otwarciu bazy.

W kontekście polityki zagranicznej debata dotycząca bazy w Lourdes nie jest tylko kwestią odtworzenia rosyjskich zdolności nasłuchu prowadzonego z terytorium Kuby, ale przede wszystkim problemem geopolitycznym. Szczególnie, że zdaniem Amerykanów już w latach 80-tych XX w. ich nowe systemy komunikacji mogły ograniczyć znaczenie instalacji na Kubie. Takie zapewnienia Waszyngtonu należy jednak traktować ostrożnie. 

Powracający temat bazy SIGINT w Lourdes dowodzi, że Kuba nadal pozostaje dogodnym miejscem do rozwijania aktywności wywiadowczej na kierunku amerykańskim. I to nie tylko przez Rosję, ale także Chiny czy Iran. Na ten ostatni trop wskazują wydarzenia z 2003 r., kiedy doszło do zakłóceń sygnału przekazującego wiadomości z USA do Iranu. Mowa tu o trudnościach z odbiorem programu sekcji perskiej Voice of America.

Trzeba również pamiętać, że Kuba w zamian za pomoc w modernizacji i szkoleniu personelu wywiadowczego udostępniła Chinom swoją własną stację nasłuchową, która znajduje się w miejscowości Bejucal, nieopodal Lourdes, i znajduje się w gestii kubańskiego wywiadu wojskowego DIM. Baza ta zapewnia Hawanie i jej partnerom zagranicznym, m.in. Rosji, dostęp do danych wywiadowczych z USA, dostarczonych przez SIGINT. Niewykluczone więc, że Rosja współcześnie nie musi już inwestować w odbudowę własnych zdolności SIGINT na Kubie, zaś powtarzające się cyklicznie przecieki o rzekomym planie reaktywowania dawnej sowieckiej bazy w Lourdes służą zakamuflowaniu "outsourcingu" nasłuchu amerykańskiej komunikacji, którym zajmuje się stacja w Bejucal. W niczym nie zmienia to faktu, że wyciąganie karty Lourdes z lamusa stało się elementem rozgrywek politycznych Rosji z USA od czasu aneksji Krymu i wybuchu hybrydowej wojny na wschodniej Ukrainie. 

KomentarzeLiczba komentarzy: 1
Gimnazjalista
piątek, 12 lutego 2016, 14:07

"zachodniej hemisferze" dalej przestałem czytać.

Reklama
Tweets InfoSecurity24