Niemcy przywracają kontakty z służbami Asada. Pragmatyczna ocena sytuacji?

19 grudnia 2015, 10:50

Niemiecki wywiad zagraniczny, Bundesnachrichtendienst (BND), miał od pewnego czasu utrzymywać ścisłe kontakty z syryjską Dyrekcją Wywiadu Wojskowego (Mukhabarat). Zdaniem dziennikarzy "Bilda", którzy nagłośnili całą sprawę, niemieccy funkcjonariusze mieli m.in. regularnie latać na konsultacje do Damaszku, a wszystko pomimo oficjalnego krytycznego stanowiska władz RFN względem reżimu Baszara al-Asada. Czy mamy więc do czynienia ze złamaniem standardów, które powinny cechować państwa europejskie, a może w dobie zagrożenia ze strony terrorystów jest to jedynie pragmatyczna ocena w zakresie potrzeby przeciwdziałania ważnemu zagrożeniu dla bezpieczeństwa własnych obywateli?

Niemiecka polityka względem konfliktu w Syrii w ostatnim czasie przypomina próbę pogodzenia różnych stanowisk, reprezentowanych przez dotychczas najważniejszych graczy - Stany Zjednoczone, Rosję, Iran, Francję itd. Z jednej bowiem strony władze federalne w Berlinie, po uzyskaniu niezbędnej w tym przypadku akceptacji parlamentarnej, wsparły operację amerykańską i francuską w zakresie zwalczania Daesh (tzw. Państwa Islamskiego) i cały czas dystansują się od polityki rekoncyliacji w Syrii, obejmującej obecne władze.

Z drugiej strony, jak się najprawdopodobniej okazało, nie stronią od bliskich relacji z kluczowym elementem władzy w Damaszku - wywiadem wojskowym, czyli Mukhabaratem. Syrię niejednokrotnie określało się wręcz jako tzw. państwo Mukhabaratu, podkreślając omnipotencję tamtejszych służb. Pojawiają się nawet sugestie, że Niemcy planują ustanowić stałe biuro w stolicy Syrii lub nawet rezydenturę swojego wywiadu. Miano by przy tym wykorzystać infrastrukturę tamtejszej, zamkniętej od 2012 r., ambasady RFN. Dzięki temu otwarto by szybsze, skuteczniejsze kanały wymiany informacji, pozwalające na dyskusję obu służb o wspólnych zagrożeniach. 

Jak można było przewidzieć, samo BND i zwierzchnicy służby nie potwierdzili w żaden sposób działań mających na celu stworzenie/odtworzenie dobrych relacji z syryjskimi służbami specjalnymi. Przy czym zdaniem dziennikarzy, którzy dotarli do pierwszych informacji o kontaktach Niemców z reżimem w Damaszku, wszystko miało być skorelowane z udziałem RFN w kampanii powietrzno-morskiej przeciwko terrorystom z Daesh.

Najwyższe władze federalne w Berlinie obawiały się w głównej mierze możliwości utraty jednego ze swoich rozpoznawczych Tornado, które mają latać nad rejonami opanowanymi przez islamistów. Niemcy w ramach wspomnianych działań delegowali także samolot przeznaczony do tankowania w powietrzu maszyn koalicyjnych, wsparli także francuską grupę bojową lotniskowca "Charles de Gaulle" jednym okrętem. Szacuje się, że ogółem w operacji weźmie udziałok. 1200 członków niemieckich sił zbrojnych, którzy w różny sposób mają współuczestniczyć w działaniach międzynarodowej koalicji.

Wraz z sugestiami o współpracy BND z syryjskim Mukhabaratem, coraz mocniej widać rozdźwięk pomiędzy idealistyczną wizją tzw. Arabskiej Wiosny z przełomu 2011/12 r., a bieżącą pragmatyczną oceną realnych zagrożeń, jakie stoją przez państwami europejskimi. Niedawne zbliżenie rosyjsko-amerykańskie, uwidocznione wizytą sekretarza stanu Johna Kerry`ego w Moskwie, wcześniejsze próby nawiązania współpracy francusko-rosyjskiej po zamachach z 13 października itd. sugerują, iż powoli zmienia się nastawianie z modelu zero-jeden na bardziej realistyczne. Zapewne ekscytująca obecnie media (bardzo prawdopodobna) współpraca służb niemieckich i syryjskich to nie jedyny taki układ wzajemnych, zakulisowych działań w świecie wywiadów zainteresowanych chociażby działaniami Daesh. Pokazuje to nad wyraz dobitnie, że w obrębie służb specjalnych trzeba być przygotowanym na współpracę nie tylko na różnych kierunkach, ale również z różną kategorią współpracowników państwowych i niepaństwowych. Chociaż zapewne cała sprawa znajdzie swoje ujście przede wszystkim w rozważaniach natury moralnej dotyczącej roli al-Asada, to jednak można i wręcz trzeba bronić tego rodzaju postępowania.

Aktywność BND pokazuje bowiem, że Niemcy coraz lepiej rozumieją m.in. błędy w zakresie postrzegania kryzysu związanego z nielegalnymi imigrantami, płynącymi chociażby z Bliskiego Wschodu. Tamtejszy kontrwywiad może coraz częściej prosić swoich partnerów z BND o dane wywiadowcze, pozwalające na uzyskanie lepszego rozeznania w zakresie rozpracowywania rodzimych i napływających zwolenników Daesh, jak również innych organizacji terrorystów powiązanych np. z salafitami. Tego nie da się zaś zrobić per procura, bez fizycznej obecności w regionie i pozyskania lokalnych źródeł lub chociaż wymiany informacji z lokalnymi służbami. Dlatego, zapewne, pierwszym krokiem, oprócz wysłania samych instruktorów do Kurdystanu, było nawiązanie/rozbudowa istniejących kanałów kontaktu z kurdyjskimi służbami. Lecz uczciwie mówiąc z samego przysłowiowego Irbilu nie zawsze można uzyskać pełen obraz sytuacji. Dlatego jako coś naturalnego można potraktować próbę nawiązania zakulisowych relacji z Damaszkiem - i zapewne nie tylko to.

W dodatku można się również zastanowić, czy przypadkiem niemieckie BND, a może i również coraz częściej francuskie DGSE mające tradycyjne więzy z Syrią, nie stały się pewnego rodzaju piwotalnym partnerem dla innych. Trzeba bowiem zdawać sobie sprawę, że współpraca syryjskiego Mukhabaratu i BND zapewne nie była utajona przed SWR, czy GRU. Nie mówiąc o współpracy wywiadowczej Syrii z Iranem. Również przeciwnicy władz w Damaszku zapewne pozyskali takie dane, gdyż trudno uwierzyć, iż umknęłoby to uwadze tureckiego MIT, czy nawet trochę skołowanej w ostatnim czasie na Bliskim Wschodzie CIA, służbach z Izraela, Kataru, Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratów Arabskich itd. Nie należy przy tym łączyć współpracy służb specjalnych z nadmierną, natychmiastową chęcią pełnoskalowej współpracy z reżimem w Damaszku. Po prostu, służby specjalne, chociażby niemieckie BND, gwarantują na podstawie swojej pracy z częstokroć kontrowersyjnymi podmiotami rozszerzenie palety alternatywnych rozwiązań.

Jeżeli potencjalna współpraca BND z Mukhabaratem w Syrii stanowi symbol coraz większego pragmatyzmu w postępowaniu państw europejskich względem całego regionu, to drugim impulsem może być nominacja dla Gerharda Conrada. Były funkcjonariusz BND stanął bowiem od niedawna na czele Centrum Analiz Wywiadowczych (IntCen) UE. Oczywiście, priorytetem jest usprawnienie czy wręcz udrożnienie kanałów wymiany informacji pozyskiwanych przez służby specjalne państw członkowskich. Wszystko nad wyraz aktualne, patrząc z perspektywy wydarzeń w Paryżu i wątków belgijskich, niemieckich, bałkańskich itd. Oczywiście, sama unijna struktura, pomimo trochę mylącej nazwy, nie ma oczywiście odpowiednich sił i środków, aby określać ją jeszcze jako typową służbę wywiadowczą.

Szczególnie przy wskazaniu na dotychczasowe kłopoty z budżetem i nie tylko. Jednak w Europie  Zachodniej sytuacja dostatecznie dojrzała do chęci zwiększenia współpracy wywiadowczej oraz analitycznej na kierunku przeciwdziałania terroryzmowi. Dlatego należy spodziewać się raczej skupienia uwagi na tym, wybranym zagrożeniu przy pozostawieniu państwom pełnej swobody w zakresie innych działań. W końcu trudno przypuszczać, że poza koordynacją, czy też wymianą wyselekcjonowanych wcześniej informacji, ktokolwiek zgodziłby się na uwspólnotowienie działań wywiadowczych.

Spoglądając na nową nominację widać, że sam wybór nie oznacza jedynie chęci usprawnienia unijnej administracji od wewnątrz. Sam Gerhard Conrad, płynnie mówiący w języku arabskim, który miał operować właśnie w rejonie Libanu, Syrii itp. państwach, to ewidentnie nie jest typ kolejnego eurobiurokraty walczącego o większą ilość metrów kwadratowych dla biur IntCen, czy o zwiększoną liczbę stanowisk z komputerami. Trzeba podkreślić, że nawet to, że dziś trudno ustalić nawet, czy używa prawdziwego imienia i nazwiska wskazuje, że nie mamy do czynienia z kolejnym urzędnikiem, który będzie bezwolnym dostarczycielem tysięcy stron analiz.

Wystarczy wskazać, że to właśnie Conrad miał być kluczowym negocjatorem pomiędzy Izraelem i Hamasem w 2011 r. w trakcie głośnej operacji uwolnienia żołnierza IDF Gilada Shalita. Analogiczne mediacje miał podjąć w przypadku wcześniejszych wymian więźniów i jeńców pomiędzy Izraelem i szyickim Hezbollahem w 2008 r. Wskazuje to, że dysponuje on przede wszystkim bardzo użytecznymi współcześnie kanałami kontaktu z chyba najważniejszymi graczami na Bliskim Wschodzie. Nie stroni przy tym od współpracy z podmiotami skłóconymi ze sobą, będąc uznawanym za partnera do dyskusji.

Dla Polski może płynąć z tego kilka wniosków, dotyczących prowadzenia polityki i postrzegania roli służb specjalnych. Przede wszystkim, nigdy nie należy łączyć ze sobą oficjalnych standardów i „ideałów” w zakresie relacji z konkretnymi partnerami państwowymi i pozapaństwowymi z możliwością budowania zakulisowych kanałów wymiany informacji. Oczywiście, nie muszą one oznaczać długookresowych relacji czy też wymiany wzajemnych danych, ale każda alternatywa powinna być brana pod uwagę.

Po drugie, nie można zakładać, że dany region świata jest pozbawiony znaczenia dla naszej polityki i w przypadku małego budżetu dla służb specjalnych lub/i MSZ można bazować tylko i wyłącznie na danych od sojuszników. Można również zastanowić się, mając na uwadze, że nie zawsze trzeba wysyłać samoloty, żołnierzy czy też pojazdy, nad zaproponowaniem sojusznikom z Zachodu zwiększenia naszego uczestnictwa w działaniach wymierzonych przeciwko Daesh właśnie na gruncie służb specjalnych. Wówczas nie można byłoby powiedzieć, że państwo interesuje się tylko i wyłącznie własnym bezpieczeństwem, a z drugiej strony zabezpieczałoby to naszą partycypację przed zbytnim medialnym szumem.

KomentarzeLiczba komentarzy: 9
Realpolitik
niedziela, 20 grudnia 2015, 13:01

A nie pisałem lata temu, że Asad nie upadnie, choć "eksperci" z D24 powtarzali jak papugi za CNN, że "reżim Asada upadnie za 3 miesiące"? Polska jak zwykle obudziła się z ręką w nocniku! Warto podać też, skoro tak ci "eksperci" pilnie oglądają CNN, że po wizycie Kerriego w Moskwie na drugi dzień w CNN było pełno "laurek" względem Putina - pojawiło się pełno wywiadów z różnymi znanymi osobami, które spotkały Putina i nie mogły się nachwalić jaki to "ciepły i serdeczny człowiek", "prawdziwy patriota", "uczciwy", "prostolinijny, który mówi to co myśli a robi to co mówi" i "który jest krzywdzony propagandą w zachodnich mediach" - to nie cytaty z RT tylko z CNN. "Eksperci" z D24 powinni wbić sobie do głowy amerykańskie powiedzenie: "jak nie możesz kogoś pokonać to się do niego przyłącz" i wyciągnąć wnioski z amerykańskiego postępowania już dziś, a nie za kilka lat... Czy któryś z "ekspertów" zauważył kiedy ostatni raz oficjalny przedstawiciel USA (mówię o rządzie a nie oszołomach typu McCain) domagał się od Rosji zwrotu Krymu jako warunku zniesienia sankcji?

bellator
niedziela, 20 grudnia 2015, 11:44

Szanowny autorze! Prosilbym o uzasadnienie Panskiego okreslenia "rezim" w stosunku do wladz Syrii. Jaki jest Pana stosunek do wladz np. w Bahrajnie, Arabii Saudyjskiej czy Katarze. Czy tam takze mamu doczynienia z rezimami? Jesli nie to dlaczego? Z gory serdecznie dziekuje. ------------------------------------------ Jakze prawdziwe... "Syryjski prezydent Baszar al-Assad udzielił wywiadu holenderskiej stacji telewizyjnej. Stwierdził w nim, że ma wątpliwości dotyczące uczciwości państw zachodnich w walce z terroryzmem, ponieważ nie robiły one tego jeszcze przed powstaniem Państwa Islamskiego. Pytany o masową emigrację Syryjczyków z kraju, al-Assad stwierdził, że nie jest zaskoczony tym faktem, ponieważ uciekają oni przed atakami terrorystycznymi oraz zniszczoną infrastrukturą, a także embargami nałożonymi na Syrię przez państwa zachodnie. Według syryjskiej głowy państwa, obostrzenia wobec jego kraju wydatnie przyczyniły się do rozwoju grup terrorystycznych. Dlatego też al-Assad ma wątpliwości dotyczące działalności państw zachodnich. Jego zdaniem, Europą kieruje strach a nie wartości. Zaczęła ona bowiem zwalczać terroryzm dopiero po ataku na World Trade Center oraz ostatnich zamachach w Paryżu. Tymczasem jeszcze przed powstaniem Państwa Islamskiego, istniały grupy takie jak Al-Kaida czy Front al-Nusra, z którymi nie podjęto jednak walki. Prezydent Syrii uważa, że działania przeciwko terroryzmowi powinny być prowadzone na stabilnych i zrównoważonych zasadach. Tymczasem wiele państw zachodnich sprzedało swoje wartości dla petrodolarów, pozwalając Arabii Saudyjskiej na eksportowanie wahhabickiej ideologii do Europy. Konsekwencją takich działań jest napływ terrorystów z Europy do Syrii, gdzie walczą oni po stronie ekstremistów. [...]." autonom pl

bellator
niedziela, 20 grudnia 2015, 11:43

Szanowny autorze! Prosilbym o uzasadnienie Panskiego okreslenia "rezim" w stosunku do wladz Syrii. Jaki jest Pana stosunek do wladz np. w Bahrajnie, Arabii Saudyjskiej czy Katarze. Czy tam takze mamu doczynienia z rezimami? Jesli nie to dlaczego? Z gory serdecznie dziekuje. ------------------------------------------ Jakze prawdziwe... "Syryjski prezydent Baszar al-Assad udzielił wywiadu holenderskiej stacji telewizyjnej. Stwierdził w nim, że ma wątpliwości dotyczące uczciwości państw zachodnich w walce z terroryzmem, ponieważ nie robiły one tego jeszcze przed powstaniem Państwa Islamskiego. Pytany o masową emigrację Syryjczyków z kraju, al-Assad stwierdził, że nie jest zaskoczony tym faktem, ponieważ uciekają oni przed atakami terrorystycznymi oraz zniszczoną infrastrukturą, a także embargami nałożonymi na Syrię przez państwa zachodnie. Według syryjskiej głowy państwa, obostrzenia wobec jego kraju wydatnie przyczyniły się do rozwoju grup terrorystycznych. Dlatego też al-Assad ma wątpliwości dotyczące działalności państw zachodnich. Jego zdaniem, Europą kieruje strach a nie wartości. Zaczęła ona bowiem zwalczać terroryzm dopiero po ataku na World Trade Center oraz ostatnich zamachach w Paryżu. Tymczasem jeszcze przed powstaniem Państwa Islamskiego, istniały grupy takie jak Al-Kaida czy Front al-Nusra, z którymi nie podjęto jednak walki. Prezydent Syrii uważa, że działania przeciwko terroryzmowi powinny być prowadzone na stabilnych i zrównoważonych zasadach. Tymczasem wiele państw zachodnich sprzedało swoje wartości dla petrodolarów, pozwalając Arabii Saudyjskiej na eksportowanie wahhabickiej ideologii do Europy. Konsekwencją takich działań jest napływ terrorystów z Europy do Syrii, gdzie walczą oni po stronie ekstremistów. [...]." autonom pl

bellator
niedziela, 20 grudnia 2015, 11:43

Swieze zdjecia z Syrii. Para prezydencka zaatakowana przez Syryjczykow! http://media.farsnews.com/media/Uploaded/Files/Images/1394/09/28/1394092812074928_PhotoL.jpg http://media.farsnews.com/media/Uploaded/Files/Images/1394/09/28/13940928120751368_PhotoL.jpg http://media.farsnews.com/media/Uploaded/Files/Images/1394/09/28/1394092812074747_PhotoL.jpg http://media.farsnews.com/media/Uploaded/Files/Images/1394/09/28/13940928120749699_PhotoL.jpg

Ernest
sobota, 19 grudnia 2015, 12:57

Arabska wiosna to kompletna porażka. Jasno widać, że nad muslimską dziczą skutecznie panują jedynie autorytarne reżimy. Za Kadafiego większość z obecnych panoszących się tam kalifackich bandytów albo gniła by w więzieniach, albo w formie zwłok suszyła w piaskach pustyni. :))))))). Było zostawić syryjskiego dyktatora w spokoju- wygnótłby wszystkie parchy.