Polski Sokół w subtropikach

3 marca 2019, 18:03
LHorgan__086
Fot. Grupo de Emergencias y Rescate del Gobierno de Canarias (GES)

Ukształtowanie terenu Wysp Kanaryjskich jest bardzo zróżnicowane, co stanowi wyzwanie dla większości śmigłowców. Sokół ma dobrze wpasowywać się w to środowisko, bowiem „ma wysoką manewrowość niezbędną do gaszenia pożarów oraz by dosięgnąć ofiar uwięzionych w wąwozach” – informuje pilot GES, Santiago Velasco, w rozmowie z Vertical Magazine. Hiszpan realizuje loty dla firmy HASA (Hispanica de Aviacion), posiadającej jedną z największych flot Sokołów poza Polską.

Może jest trochę brzydki, ale sprawdza się nad wodą i na morzu – podkreślał hiszpański lotnik Jorge Ortega w rozmowie z Vertical Magazine. Hiszpan ma na liczniku 500 godzin nalotu na polskim śmigłowcu W-3 Sokół. Ortega to pilot, latający w ramach hiszpańskiej El Grupo de Emergencias y Rescate del Gobierno de Canarias (GES), która odpowiedzialna jest za prowadzenie misji ratowniczych w obrębie Wysp Kanaryjskich. Ich ukształtowanie terenu jest bardzo zróżnicowane, co stanowi wyzwanie dla większości śmigłowców. Sokół ma dobrze wpasowywać się w to środowisko, bowiem „ma wysoką manewrowość niezbędną do gaszenia pożarów oraz by dosięgnąć ofiar uwięzionych w wąwozach” – informuje kolejny pilot GES, Santiago Velasco, w rozmowie z Vertical Magazine. Najwyższe szczyty są już bowiem poza zasięgiem znajdujących się na wyposażeniu Hiszpanów śmigłowców Bell 412 (Sokół ma prawie dwa razy wyższy pułap).

Misje SAR i gaszenia pożarów w ramach GES realizuje firma HASA (Hispanica de Aviacion), posiadająca jedną z największych flot Sokołów poza Polską. Na jej wyposażeniu znajduje się 13 maszyn W-3A/SA, ze względu na wysokie zapotrzebowanie na śmigłowce do gaszenia pożarów. HASA kontrakt na realizację zadań dla GES wygrała w 2015 roku. Wtedy też firma podjęła decyzję o zakupie pięciu dodatkowych maszyn produkcji PZL-Świdnik. Jak informuje, te pięć śmigłowców rozlokowano na pięciu wyspach archipelagu (Teneryfa, Gran Canaria, La Palma, Fuerteventura, El Hierro), by w razie potrzeby były „pod ręką”. W 2016 roku, jak relacjonuje Vertical Magazine, kolejna maszyna pojawiła się na wyspie Gomera, by pełnić tam dyżur w miesiącach letnich. Typowa załoga Sokoła podczas prowadzenia misji SAR to: kapitan, drugi pilot, operator wciągarki i dwuosobowy "desant". Podczas prowadzenia operacji Search and Rescue załoga korzysta m.in. z wciągnika elektrycznego, który jest zdolny do udźwignięcia max. 275 kg, a jego zasięg to 90 metrów. Sokoły nie korzystają z koszy ratunkowych, więc podpinanie i wciąganie prowadzone jest przez członka załogi. 

Maszyny, stacjonujące na różnych wyspach, ściągane są gdy prowadzona jest akcja przeciwpożarowa. Wyposażenie do prowadzenia operacji SAR jest wtedy, w razie potrzeby, usuwane z kabiny. Jak relacjonują Hiszpanie, ma to pozwolić na wygospodarowanie miejsca dla ok. 10-ciu w pełni wyposażonych strażaków. Śmigłowiec może też przetransportować maksymalnie 1590 litrów wody w podwieszonym na haku podkadłubowym zbiornikach typu Bambi.

Hiszpanie zaznaczają, że W-3 w wersji, z której korzystają na Kanarach, jest słabo wyposażony i ma symbolicznie możliwości prowadzenia operacji w nocy lub na morzu. W Sokole możliwe jest realizowanie lotów IFR, ale awionika jest podstawowa, uzupełniona przez "ręczne" pomoce nawigacyjne, takie jak GARMIN GPSMAP 695 czy tablet Apple iPad kneeboard z aplikacją Air Navigation Pro. „Kanaryjskie” Sokoły działania prowadzą więc raczej za dnia, a w nocy misję przejmują należące do Salvamento Maritimo (ratownictwa morskiego) maszyny AW139.

Sokoły w pogotowiu są od wchodu do zachodu słońca, czyli zazwyczaj ok. 11 h. W ciągu 15 min od otrzymania zgłoszenia są gotowe do prowadzenia działań. W nocy, w razie potrzeby, uzyskanie gotowości szacowane jest na ok. 40 minut lub więcej. Hiszpańskie W-3 realizują średnio jedną misję dziennie. Jak jednak podkreślają piloci, np. podczas obywającego się na wyspie La Palma ultramaratonu Transvulcania, realizowanych jest nawet 50 misji ratowniczych dziennie, a dwa śmigłowce przydzielone są specjalnie do zabezpieczenia imprezy.

Warto zaznaczyć, że program zabezpieczenia misji SAR i gaszenia pożarów na Wyspach Kanaryjskich finansowany jest głównie ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego. Unijne wsparcie stanowi 85 proc. budżetu. Resztę kosztów pokrywają władze lokalne (Gobierno de Canarias). 

„Dziecko lat 70.”

Hiszpańscy piloci podkreślają w rozmowie z Vertical Magazine, że choć maszyny dostarczone HASA są nowe, to konstrukcja ma już swoje lata. Sokół ma bowiem niewielką automatyzację i bardzo niewiele pomocy pilotażowych. Nie opiera się również na skomplikowanej elektronice. Z drugiej strony, ma się to w ich opinii przekładać na większą decyzyjność pilotów co do akceptowalnego poziomu podejmowanego ryzyka – nie opierają się całkiem na oprogramowaniu. Odbywa się to jednak kosztem ograniczonych możliwości, zwiększonego obciążenia załogi i mniejszej liczby zabezpieczeń.

image
Fot. Grupo de Emergencias y Rescate del Gobierno de Canarias (GES)

Zaznacza jednak w rozmowie, że istnieje tylko kilka trybów automatyki lub nowoczesnej awioniki, które byłyby pomocne podczas realizacji lotów w ciągu dnia, w tak skomplikowanym terenie - wąskich przestrzeniach z mocnymi i niespodziewanymi wiatrami, takimi jak wąwozy albo wąskie doliny. Jak podkreślał Ortega, „przy najgorszej pogodzie na najtrudniejszym terenie bardzo trudno byłoby właściwie użyć autopilota”, który mógłby „nie skorygować lotu wystarczająco szybko”. Prostsze systemy pokładowe powodują, że pilot bardziej bezpośrednio "czuje maszynę" i reaguje na zmiany skuteczniej niż współczesne urządzenia. 

Co z tą Polską?

Śmigłowiec Sokół na polskim podwórku użytkowany jest w w siłach powietrznych, policji, straży granicznej, ratownictwie medycznym oraz górskim. Do dziś powstało ponad 180 egzemplarzy tej maszyny, które służą w takich krajach, jak wspomniana Hiszpania, a także: Czechy (ratownictwo medyczne), Chile (gaszenie pożarów), Filipiny (transportowe), Uganda (policja) czy Korea Południowa (gaszenie pożarów). 

Największym użytkownikiem śmigłowców jest oczywiście Wojsko Polskie, gdzie maszyna służy w kilku wariantach: transportowej, wsparcia pola walki, ratowniczej czy transportu VIP. Razem jest to około 70 Sokołów w różnych zastosowaniach. Najnowsze obecnie wersje to W-3RM Anakonda, przeznaczony do ratowania rozbitków na morzu, a służący w 43 Bazie Ratownictwa Morskiego, i W-3PL Głuszec, czyli bojowa wersja śmigłowca do wsparcia pola walki.

Jeżeli chodzi o morski SAR, to obecnie jedyną w Polsce formacją lotniczą utrzymującą ciągłą gotowość do prowadzenia działań ratowniczych z powietrza nad obszarami morskimi w ramach polskiej strefy odpowiedzialności jest Brygada Lotnictwa Marynarki Wojennej. Całodobowy dyżur pełniony jest przez załogi śmigłowców W-3WARM w 43 Bazie Lotnictwa Morskiego w Gdyni Babich Dołach oraz w 44 Bazie Lotnictwa Morskiego w Darłowie, gdzie w gotowości do prowadzenia działań ratowniczych utrzymywany jest drugi śmigłowiec W-3WARM lub Mi-14PŁ/R. Łącznie do zabezpieczenia działań SAR Brygada posiada 10 śmigłowców (osiem W-3ARM Anakonda – dostarczono pięć po modernizacji, oraz dwa Mi-14PŁ/R). System ratownictwa w polskiej strefie odpowiedzialności SAR na Bałtyku wspiera załoga samolotu patrolowego Bryza, pełniąca całodobowy dyżur na lotnisku w Siemirowicach koło Lęborka.

Trzy śmigłowce W-3 Sokół ze Świdnika posiada policja. Dwa z nich (A-013 i A-022) znajdują się na wyposażeniu Wydziału Operacji Lotniczych w Warszawie, a jeden – Sekcji Lotnictwa Policja KWP w Krakowie (G-002, odziedziczony po Straży Granicznej). Co więcej, nieoficjalnie mówi się, że PZL-Świdnik może liczyć w najbliższym czasie na kontrakt na dostawę od dwóch do pięciu maszyn tego typu, które miałyby trafić do policji.

image
Fot. Bardrock/Wikimedia Commons, CC BY 4.0

Z maszyny ze Świdnika korzysta również TOPR, który w 2018 roku przeprowadził w sumie 691 działań, w tym 230 z udziałem śmigłowca. Chodzi oczywiście o maszynę W-3A, trzeci śmigłowiec tego typu służący w górach. Co ciekawe, model ten zbudowano z wykorzystaniem elementów poprzedniego Sokoła, który został poważnie uszkodzony w 2003 roku. Parę lat temu śmigłowiec TOPR o oznaczeniu PL-SWX przeszedł przegląd główny. W tym czasie zastępował go policyjny Sokół. W wersji toprowskiej W-3 to jednak specjalistyczna karetka, wyposażona w sprzęt medyczny, pozwalająca załodze podjąć działania ze śmigłowca pozostającego w zawisie w najtrudniej dostępnych ścianach tatrzańskich grani. Warto podkreślić, że polski Sokół realizuje również zadania po stronie słowackiej, gdyż na wyposażeniu Słowaków znajduje się mniejszy AW109 nie posiadający możliwości porównywalnych z polską maszyną.

Roczne utrzymanie Sokoła kosztuje TOPR ok. 2,5 mln złotych. Jak podkreślał w 2018 roku Jan Krzysztof, naczelnik TOPR, „najistotniejsza jest możliwość wykonywania lotów w wysokich górach”. Sokół może zabrać na pokład trzech ratowników i dwie ranne osoby na noszach. Obecnie operuje on z należącego do LPR lądowiska przy zakopiańskim szpitalu. Tam również dyżurują załogi i składowany jest sprzęt. Jak zapewniał naczelnik w zeszłym roku, jeden śmigłowiec całkowicie zaspokaja potrzeby ratownictwa w Tatrach.

fot. J. Sabak
Fot. J. Sabak

Jeden W-3AM Anakonda znajduje się również na wyposażeniu Straży Granicznej (I Wydziału Lotniczego Zarządu Granicznego KG SG w Gdańsku). Sokołów próżno natomiast szukać na wyposażeniu Państwowej Straży Pożarnej. Nie wynika to jednak z faktu, że akurat ta formacja nie zdecydowała się na pozyskanie tej maszyny. PSP nie posiada ani jednego statku powietrznego. Ostatnia próba wyposażenie podległej MSWiA formacji w śmigłowiec podjęta została w 2017 roku.

Nie oznacza to jednak, że formacja nie dysponowała świdnicka maszyną. Państwowa Straż Pożarna posiadała kiedyś na swoim wyposażeniu jeden śmigłowiec W-3 Sokół zakupiony w 1990 roku z funduszy Wojewody Warszawskiego. Jak dowiedział się InfoSecurity24.pl, "nie utworzono jednak wydziału lotniczego straży i śmigłowiec był używany przez 103 Pułk Lotniczy MSWiA wspólnie z Oddziałem Ratownictwa Wysokościowego Zawodowej Straży Pożarnej z Warszawy-Woli". Trzy lata po zakupie, w 1993 roku, z kadłuba ostatecznie zniknął napis "STRAŻ", a maszyna została przekazana Komendzie Głównej Policji.

Stosowne umowy w przypadku potrzeby prowadzenia akcji gaśniczej z powietrza posiadają jednak dyrekcje Lasów Państwowych i "do nich należy organizacja zabezpieczenia ppoż z powietrza lasów". "Dotyczy to patrolowych statków latających jak również samolotów i śmigłowców agro/gaśniczych", a "umowy z podmiotami komercyjnymi zawierają dyrekcje Lasów Państwowych". Umowy zawierane przez Lasy Państwowe kosztują kilkadziesiąt milionów złotych rocznie. W bieżącym roku cena realizacji tych usług to na pewno ponad 41,5 mln złotych brutto.

KomentarzeLiczba komentarzy: 11
TomaszBak
poniedziałek, 4 marca 2019, 23:08

No cóż W-3 to pod wieloma względami idealna maszyna utility. Często pojawia się pytanie czym zastąpić ostatnie Mi-2. Odpowiedź jest prosta właśnie Sokołami. Mi-2 powinien pozostać jedynie w Dęblinie do szkolenia pilotów ostatnich Mi-8/17 i tyle 10-14 sztuk i tyle. Należy wycofać ostatnie Mi-2 np RL w Krakowie zastępując je właśnie W-3 RL. Podobnie ostatnie Mi-2 URL zastąpić lepiej dopracowaną wersją Głuszca. Również pojedyncze maszyny Mi-2 D czy CH oraz Platan można zastąpić pojedynczymi Sokołami.

Rex
poniedziałek, 4 marca 2019, 20:31

@paw Jak niby mamy rozwijać coś co nie należy do nas? Prawa do Sokóła zostały sprzedane Leonardo razem ze Świdnikiem.

Lord Godar
poniedziałek, 4 marca 2019, 18:57

"Sokół" to śmigłowiec prosty konstrukcyjnie , eksploatacyjnie i pilotażowo . Można o nim powiedzieć tak samo , jak powiedział prowadzący program "Top Gear " o naszym "Polonezie" ... a mianowicie "dużo blachy za małe pieniądze" ... Ma korzenie w minionej epoce , ale jak wiele innych śmigłowców da się go modernizować i dalej nim latać , tylko trzeba mieć do tego warunki i możliwości a my je straciliśmy sprzedając obcemu koncernowi zakład , który je produkował i serwisował , a teraz traktuje nas jak ... Podobna sytuacja miała miejsce w przypadku fabryki "STARA" , który kupił "MAN" , a potem de facto zakończył jego produkcję . Bo niestety , ale dla dużych koncernów klepanie małych seryjek samochodów czy pojedynczych sztuk heli , to nieopłacalny biznes . Ręcznie i w małych ilościach to można składać "Ferrari" czy " Bentleye" , a nie pojazdy i heli , których nawet nasza armia nie chciała kupować , bo nie miała na to pieniędzy. Popełniono niewybaczalne błędy pozbywając się w taki sposób jak to zrobiono i na takich zasadach fabryki w Mielcu , Świdniku i inne . Sokół akurat jeszcze jakąś przyszłość miał i można było przy nim porzeźbić , ale niestety to zaprzepaszczono.

ljhljkljk
poniedziałek, 4 marca 2019, 17:27

@Adam - Należy stale rozwijać naszego sokoła, różne usprawnienia i modernizacja silnika. - Popieram, jak widać ta maszna ma swoją niszę.

rozczochrany
poniedziałek, 4 marca 2019, 13:05

Sprzedano dochodową fabrykę, która produkowała nowoczesne jak na lata 90-te i początek lat 2000 śmigłowce, które sprzedawały się także za granicą. Można było dalej rozwijać tą konstrukcję. A tak to sprzedano całą fabrykę za cenę jaką dostawano za kilka śmigłowców i Polska straciła dobry produkt. Już pozamiatane. Nawet nikt za to do więzienia nie poszedł.

Reklama
Tweets InfoSecurity24