Reklama

Bezpieczeństwo Wewnętrzne

Płk Małecki: Sześć kluczowych wydarzeń dla bezpieczeństwa narodowego Polski w 2017 roku

Fot. Andrea Hanks/The White House/flickr.
Fot. Andrea Hanks/The White House/flickr.

Prezydentura Donalda Trumpa, rosyjska ingerencja w wybory w krajach zachodnich, ataki terrorystyczne, śledztwo w sprawie „Russiagate”, wstrzymanie prac ekshumacyjnych na Wołyniu i upadek ISIS na Bliskim Wschodzie – te wydarzenia miały kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa narodowego Polski w 2017 roku. Ich przebieg i możliwy wpływ na perspektywy rozwoju sytuacji analizuje dla Defence24.pl płk Grzegorz Małecki, były Szef Agencji Wywiadu.

Mijający rok obfitował w szereg wydarzeń na świecie, które mają lub mogą mieć w przyszłości znaczący wpływ na stan bezpieczeństwa narodowego Polski. Żadne z nich nie miało dramatycznego charakteru, jednak ich efekty powinny być uważnie analizowane przez polskie władze, z uwagi na potencjał oddziaływania w przyszłości.

Jakkolwiek końcowy bilans 2017 roku w tej dziedzinie można uznać za pozytywny, sytuacja bezpieczeństwa uległa nawet pewnemu polepszeniu, to jednak dynamika rozwoju niektórych dotychczasowych zagrożeń oraz pojawienie się nowych, nakazuje dużą ostrożność przy planowaniu działalności struktur państwa, odpowiedzialnych za bezpieczeństwo narodowe na kolejny rok. Szczególnie istotne jest umiejętne wyciągniecie wniosków z wydarzeń o negatywnym wpływie i przygotowanie się zawczasu na ich ewolucję w przyszłości w kierunkach niekorzystnych z punktu widzenia naszych interesów.

1. Objęcie urzędu prezydenta USA przez Donalda Trumpa

Niewątpliwie oficjalna inauguracja prezydentury Trumpa oraz jej pierwszy rok to jeden z najważniejszych czynników, warunkujących sytuację bezpieczeństwa na całym świecie. I choćby z tego względu zasługuje na szczególną uwagę z polskiego punktu widzenia. Działania administracji nowego prezydenta USA, a często bezpośrednio jego samego, w tym sposób ich realizacji (np. przy użyciu Tweetera) miały bezprecedensową siłę oddziaływania na sytuację w wielu obszarach świata.

Począwszy od zakazów wjazdu na teren USA obywateli niektórych krajów muzułmańskich, przez próby przemodelowania zasad funkcjonowania NATO, czy eskalację napięcia w relacjach z Koreą Północną, a skończywszy na uznaniu w grudniu Jerozolimy za stolicę Izraela. Donald Trump, realizując swoje przedwyborcze zapowiedzi, wywołał silne impulsy do gwałtownej zmiany wielu procesów i zjawisk, które znalazły się w ostatnich latach w pewnym zastoju. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że efektem tych działań będzie w najbliższych latach znaczący wzrost niepewności na arenie międzynarodowej oraz eskalacja niektórych konfliktów lokalnych, o skutkach ponadregionalnych.

Czytaj więcej: „Służby specjalne” do zmiany [ANALIZA]

 

Jednocześnie jednak, z punktu widzenia bezpieczeństwa narodowego Polski, prezydentura Trumpa stanowi czynnik zdecydowanie pozytywny. Zwiększa zauważalnie poziom bezpieczeństwa naszego kraju na wielu polach. Niewątpliwie kluczowym momentem była jego dość niespodziewana wizyta 6 lipca w Polsce oraz udział w odbywającym się wówczas szczycie przywódców Trójmorza. Nie ma wątpliwości, że był to element szerszej rozgrywki międzynarodowej, obliczonej także na potrzeby wewnątrzamerykańskie, niemniej jednak (także dzięki słowom samego Trumpa podczas przemówienia na Placu Krasickich) stanowił jednoznaczny sygnał tak dla Rosji, jak i Europy Zachodniej, że USA będą za tej prezydentury traktować Polskę jako swego uprzywilejowanego partnera w tym regionie (inna sprawa jak będzie to wyglądało w praktyce w przyszłości). Jednocześnie zapowiedź kontynuacji kursu poprzedniej administracji, dotyczącego wzmacniania wschodniej flanki NATO oraz utrzymania obecności wojsk amerykańskich w regionie, w oczywisty sposób wpłynęła na podniesienie poziomu naszego bezpieczeństwa militarnego, ale także politycznego.

Istotnym czynnikiem była także zapowiedź ofensywy amerykańskiej na rynku LNG w Europie i uruchomienie pierwszych działań służących jej realizacji, w postaci wysłania pierwszych gazowców do kilku europejskich gazoportów, a w listopadzie podpisanie pierwszego pięcioletniego kontraktu z PGNiG na dostawę LNG. Bez wątpienia jest to znacząca zmiana w dziedzinie bezpieczeństwa energetycznego, dająca nadzieję na przełamanie dominacji rosyjskiej na rynku gazu i budowę solidnych fundamentów dla trwałej dywersyfikacji dostaw tego surowca do Polski. Z tego punktu widzenia prezydentura Trumpa już okazała się dla naszego bezpieczeństwa energetycznego przełomowa.

Donald Trump i Emmanuel Macron
Fot. http://www.elysee.fr

2. Nasilenie przypadków zewnętrznej ingerencji w przebieg procesów wyborczych w Holandii (marzec), Francji (kwiecień/maj), Hiszpanii (wrzesień/październik).

Władze USA zaprezentowały w 2016 roku jednoznaczne dowody na zorganizowaną operację rosyjskich służb specjalnych w cyberprzestrzeni, mającą na celu wpłynięcie na wynik wyborów prezydenckich. Polegała ona m.in. na rozpowszechnianiu spreparowanych informacji (fake newsów), wykradaniu i rozpowszechnianiu informacji kompromitujących Hilary Clinton i jej współpracowników, wywoływaniu w mediach społecznościowych gorących debat na kontrowersyjne tematy, dzielące amerykańskie społeczeństwo, ukryte promowanie poglądów i opinii, wspierających kampanię Donalda Trumpa. Wyniki śledztwa FBI wskazały na odpowiedzialność za tę operację podmiotów rosyjskich związanych z tamtejszymi służbami specjalnymi.

Zgodnie z przewidywaniami ekspertów te same metody zostały zastosowane w 2017 roku w celu wpłynięcia na wynik wyborów w Holandii, Francji i Hiszpanii. Ich bezpośrednim celem było zwiększenie szans na wygraną ugrupowań i polityków ekstremistycznych. Właściwym celem było jednak osłabienie EU poprzez sianie zamętu i eskalację konfliktów i podziałów, zarówno w społeczeństwach europejskich, jak i pomiędzy państwami członkowskimi. Tego typu działalność, nazwana "wojną dezinformacyjną", stała się w 2017 roku jednym z głównych narzędzi Rosji i niektórych jej sprzymierzeńców (np. Wenezueli) w walce przeciwko światowi Zachodu.

Państwa UE już w 2016 roku zdały sobie sprawę z niebezpieczeństw dla modelu demokratycznego i wartości europejskich, jakie czają się w cyberprzestrzeni. Jednak dopiero realne operacje przeprowadzone w 2017 roku ukazały skalę zagrożeń i ich możliwy wpływ na stabilność polityczną, społeczną i gospodarczą Europy. Zdecydowana postawa władz Francji, ujawniających dowody ataków hackerskich oraz operacji dezinformacyjnych w mediach i internecie przy użyciu wykradzionych danych, zapobiegły prawdopodobnie zafałszowaniu wyniku wyborów prezydenckich.

Czytaj więcej: Płk Grzegorz Małecki: Państwo musi być świadome roli i istoty swoich służb wywiadowczych [WYWIAD]

 

Władze Hiszpanii udostępniły natomiast informacje wskazujące na zmasowaną akcję dezinformacyjną podmiotów rosyjskich i wenezuelskich podczas wydarzeń związanych z tzw. referendum niepodległościowym w Katalonii 1 października, które zostało uznane za nielegalne. Bazując na tych ustaleniach rząd w Madrycie zaapelował do władz EU o stanowczą reakcję i podjęcie zdecydowanej walki z próbami zewnętrznej ingerencji w procesy polityczne i społeczne państw wspólnoty.

Nie ulega wątpliwości, że jesteśmy świadkami wrogich działań ze strony Rosji wymierzonych w fundamenty porządku europejskiego oraz że zastosowane metody i formy będą w przyszłości rozwijane i kontynuowane. Działania w sferze informacji, ukierunkowane na sterowanie świadomością społeczeństw Zachodu, należą do tradycyjnego arsenału rosyjskiego państwa. Nowoczesne technologie oraz otwartość zachodnich społeczeństw pozwoliły Rosji na zmultiplikowanie efektów oddziaływania. Należy poważnie liczyć się z tym, że dotychczasowe skutki są tylko próbką możliwości Moskwy. Niezależnie od tego warto pamiętać, że operacje dezinformacyjne bazują na realnie istniejących konfliktach i napięciach w państwach będących ich celem. Racjonalne działania państw w kierunku zarządzania tymi konfliktami są najlepszą metodą zapobiegania wrogim operacjom w przestrzeni informacyjnej.

Wnioski z opisanych wydarzeń dla Polski są bardzo poważne. Nie ulega wątpliwości, że jesteśmy obiektem aktywnego zainteresowania ze strony Rosji i na naszym terenie prowadzi ona ofensywne działania wymierzone w nasze interesy, w tym bezpieczeństwo. Należy bardzo poważnie założyć, że metody stosowane we Francji, Holandii czy Hiszpanii są lub będą w użyciu także w Polsce. Wymaga to szczególnej uwagi nie tylko ze strony służb bezpieczeństwa, ale także uczestników życia politycznego, społecznego, kulturalnego i gospodarczego, którzy mogą stać się obiektem ingerencji i sterowania ze strony podmiotów rosyjskich. W tym kontekście na szczególną uwagę zasługują narastające nieporozumienia między Polską i Ukrainą, które stanowią naturalny obiekt zewnętrznego oddziaływania (o czym więcej poniżej).

3. Zamachy terrorystyczne we Francji, Anglii, Szwecji, Hiszpanii i USA

Państwem najbardziej dotkniętym zamachami terrorystycznymi w Europie była w tym roku Anglia, gdzie po wielu latach spokoju czterokrotnie zaatakowali terroryści. Najtragiczniejszy w skutkach był zamach bombowy w maju w Manchesterze (po koncercie gwiazdy pop), jednak największy wstrząs wywołały zamachy z użyciem samochodów i noży w Londynie, na moście Westmisterskim w marcu oraz London Bridge i okolicach w czerwcu. Po raz pierwszy od 2004 roku terroryści islamscy zaatakowali w Hiszpanii, dokonując masakry przy użyciu samochodu na ulicach Barcelony i Cambrils w sierpniu. Jak wykazało śledztwo, pierwotnie zamachowcy planowali dokonanie zamachu na wielką skalę przy użyciu ładunku wielkiej mocy domowej produkcji. Nie doszedł on szczęśliwie do skutku z powodu niekontrolowanego wybuchu zgromadzonych materiałów w kryjówce komanda w przeddzień planowanego ataku, w wyniku którego śmierć poniosło dwóch z zamachowców. Zrealizowany zamach był realizacją tzw. planu zapasowego.

Ataki w Londynie, Sztokholmie (7 kwietnia), Barcelonie i Cambrils oraz Nowym Jorku (31 października) łączy sposób ich przeprowadzenia, czyli użycie do tego celu ukradzionego bądź wypożyczonego samochodu dostawczego lub ciężarówki. Ta metoda, zapoczątkowana w Europie w 2016 roku, była najczęściej stosowana w mijającym roku. W większości przypadków sprawcy byli działającymi samodzielnie islamskimi fanatykami, pozornie zasymilowanymi w krajach, w których dokonali ataków.

Niektórzy z nich urodzili się tam i wychowali, a radykalizacji ulegli w krótkim czasie pod wpływem indoktrynacji ze strony mediów lub członków tzw. Państwa Islamskiego - ISIS. Szczególnie wyrazisty był przypadek komanda z hiszpańskiej Katalonii, składającego się z 11-12 młodych mężczyzn pochodzenia marokańskiego, urodzonych i zamieszkujących wraz z rodzinami katalońskie miasteczko. Sprawcą ich radykalizacji i organizatorem komórki był przybyły kilkanaście miesięcy wcześniej immam, zatrudniony przez lokalną gminę muzułmańską.

Policja UK
Fot. Stanislav Kozlovskiy/Wikipedia/CC BY SA 4.0.

Wydarzenia te w istotny sposób zmieniają obraz zagrożenia terrorystycznego, odnoszącego się również, choć nadal w znacznie mniejszym stopniu, do Polski. Czynnikiem decydującym pozostaje fakt, że zamachowcy dokonują ataku w kraju swojego zamieszkania, choć jak widać choćby w przypadku Barcelony, niekoniecznie w miejscu, w którym mieszkają.

Wygląda jednak, że terroryści na dobre zaadaptowali metodę z użyciem ogólnie dostępnych narzędzi, czyli samochodów i/lub noży (w Paryżu w lutym czy Marsylii w październiku), która może zostać zastosowana w każdym miejscu, bez konieczności ryzykownego pozyskiwania transportu i gromadzenia broni lub materiałów wybuchowych. Wykrycie i neutralizowanie tego typu form ataku jest niezwykle trudne, choć nie niemożliwe. Wymaga jednak bardzo sprawnego aparatu bezpieczeństwa.

Wiedza pochodząca z tych tragicznych wydarzeń powinna zostać bardzo drobiazgowo przeanalizowana i wykorzystana do doskonalenia naszego systemu antyterrorystycznego w obliczu wyzwań, z jakimi w najbliższym czasie będą musiały zmierzyć się państwa europejskie, w tym Polska, w związku z upadkiem ISIS w Iraku i Syrii (o czy niżej).

4. Śledztwo specjalnego prokuratora ds. afery "Russiagate"

17 maja zastępca Prokuratora Generalnego USA powołał byłego dyrektora FBI Roberta Muellera jako specjalnego prokuratora ds. śledztwa ws. związków pomiędzy kampanią prezydencką Donalda Trumpa a rządem Rosji, w związku z ingerencją rosyjską w przebieg wyborów prezydenckich w 2016 roku. Śledztwo to zostało nazwane mianem "Russiagate".

W wyniku przeprowadzonych bardzo sprawnie czynności śledczych zgromadzono bogaty a zarazem przekonujący materiał, potwierdzający podejrzenia o ścisłe związki otoczenia Donalda Trumpa z okresu kampanii wyborczej z osobami i firmami bezpośrednio należącymi do aparatu władzy w Rosji. Zdobyte dowody świadczą jednoznacznie, iż zaufani współpracownicy obecnego prezydenta w okresie przedwyborczym, w trakcie wyborów i po ich rozstrzygnięciu utrzymywali bezpośrednie, świadome kontakty z przedstawicielami Kremla, które wykorzystywali m.in. do uzyskiwania informacji służących skompromitowaniu Hilary Clinton oraz negocjowania korzystnych dla Rosji decyzji nowego prezydenta.

Co więcej, ukrywali przed organami ścigania fakt tych kontaktów oraz ich przebieg i treść, kłamiąc w trakcie prowadzonego śledztwa. Kontakty te służyły niektórym ze współpracowników do zdobywania znaczących środków finansowych lub pozyskiwania kontraktów biznesowych na terenie Rosji.

Afera "Russiagate" posiada wiele interesujących wymiarów, jednak z perspektywy bezpieczeństwa Polski na uwagę zasługuje szczególnie kilka z nich. Jest to przede wszystkim sugestywny dowód i przykład metod z arsenału służb specjalnych, stosowanych przez dzisiejsze państwo rosyjskie. Mamy bowiem do czynienia z klasyczną operacją wywiadowczą, bazującą na pazerności i niefrasobliwości amerykańskich biznesmenów i polityków, którzy zaślepieni rządzą władzy i pieniędzy wpadli w sidła zastawione przez wytrawnych graczy wychowanych jeszcze w czasach KGB.

vladimir putin russia
Fot. kremlin.ru

Dla wszystkich powinno być jasne, że Rosja Putina działa metodami z czasów zimnej wojny, a więc świat Zachodu powinien również powrócić do tych metod, aby skutecznie bronić się przed nimi. Lekcja ta powinna zostać uważnie odrobiona przez polskie służby specjalne, ale również polskich polityków i biznesmenów, którzy wykazują się bardzo nikłą świadomością zagrożeń tego typu. Pierwszą linią obrony nie są, jak widać na opisanym przykładzie, służby specjalne i ich mityczna "osłona kontrwywiadowcza", ale właściwe postawy, w tym czujność i roztropność w życiu codziennym i w kontaktach z cudzoziemcami.

Śledztwo ws. Russiagate to jednocześnie wymowny przejaw siły amerykańskiego ustroju i porządku prawnego, a także skuteczności systemu bezpieczeństwa państwa, służb wywiadowczych i organów ścigania. Na podobną stanowczość i konsekwencję nie byłoby prawdopodobnie stać nie tylko polskich instytucji, ale prawdopodobnie także w większości państw europejskich. 

Afera ze współpracownikami Trumpa, która nieubłaganie zbliża się coraz bardziej do niego samego, nakazuje także Polsce dużą ostrożność wobec niego samego oraz jego polityki zagranicznej, zwłaszcza w obliczu wykazywanej dziwnej uległości i miękkości wobec Putina. Pomimo oficjalnej zdecydowanej antyrosyjskiej polityki USA na niektórych polach, tj. energetyka czy wschodnia polityka NATO, Trump sprawia wrażenie człowieka pozostającego pod silnym wpływem prezydenta Rosji, unikając realnej konfrontacji z Rosją. Z polskiej perspektywy może to stawiać pod znakiem zapytania jego deklaracje i gesty wobec Polski, z drugiej każe liczyć się z możliwością jego impeachmentu w konsekwencji ostatecznych ustaleń śledztwa. W efekcie, w pewnym sensie osłabia wymowę i znaczenie korzyści płynących dla stanu naszego bezpieczeństwa z prezydentury Donalda Trumpa, opisanych w pkt. 1.

Płk Grzegorz Małecki foto 1

5. Wstrzymanie przez ukraiński IPN prac ekshumacyjnych ofiar polskich mordów na Wołyniu - kryzys w relacjach polsko-ukraińskich.

Wbrew staraniom polskiego prezydenta, zabiegającego od początku kadencji o nadanie relacjom polsko-ukraińskim specjalnego charakteru, w roku 2017 jesteśmy świadkami serii wydarzeń, w wyniku których znalazły się w bodaj najpoważniejszym w ostatnich latach kryzysie. Wyrazem tego pogorszenia jest przede wszystkim nasilenie się postaw oraz działań o charakterze antypolskim zarówno ukraińskich środowisk nacjonalistycznych, ale także urzędników państwowych wysokiego szczebla czy polityków na poziomie krajowym, reprezentujących te środowiska lub zabiegających o ich względy. Obserwujemy zatem serię wrogich wypowiedzi oraz decyzji kierownictwa ukraińskiego IPN, niszczenie mogił polskich ofiar masowych mordów na Wołyniu podczas II wojny światowej, napaści na polskie placówki dyplomatyczne, czy też turystów z Polski. Incydenty tego rodzaju wyraźnie nasiliły się w mijającym roku, zaś prowokacyjne zachowania UIPN doprowadziły do bezprecedensowych decyzji polskiego MSZ o zakazie wjazdu do Polski szefa tej instytucji oraz jego współpracowników. W efekcie pod poważnym znakiem zapytania stanęła planowana od dawna wizyta prezydenta Dudy na Ukrainie. Spirala coraz bardziej nieprzyjaznych wypowiedzi zarówno polskich jak i ukraińskich polityków i urzędników systematycznie rośnie.

Głównym podłożem wydarzeń, na tle których dochodzi do postępującego pogorszenia klimatu, są nieporozumienia dotyczące diametralnie odmiennego stosunku do wspólnej dramatycznej historii, zwłaszcza w okresie II wojny światowej. Animatorami tego procesu po obu stronach są środowiska nacjonalistyczne, wykorzystujące społeczne poparcie do eksploatowania patriotycznych sentymentów, zyskujących na popularności w obu krajach. O ile jednak w Polsce mają one ciągle marginalny udział w życiu politycznym kraju, o tyle na Ukrainie nastroje tego typu weszły szturmem do mainstreamu i co gorsza są akceptowane, a nawet dyskretnie popierane przez najbardziej wpływowe kręgi polityczne.

Nie ulega wszak wątpliwości, że konfrontacyjny antypolski kurs państwowego IPN musi być co najmniej tolerowany przez władze Ukrainy, w innym wypadku kierownictwo Instytutu zostałoby odwołane. Należy więc uznać za prawdopodobne, że eskalacja nastrojów antypolskich jest efektem reorientacji polityki samego prezydenta Ukrainy i jego zaplecza politycznego, którzy w polityce wewnętrznej oraz wojnie z Rosją zamierzają odwołać się do coraz popularniejszych, zwłaszcza w młodym pokoleniu, nastrojów nacjonalistycznych, bazujących na tradycji OUN-UPA. Wygląda na to, że pogorszenie relacji z Polską nie jest wprawdzie celem Poroszenki, ale efektem ubocznym, który on akceptuje i nie zamierza z nim walczyć. Może tak uczynić ponieważ najprawdopodobniej, w związku z zapewnieniem sobie poparcia Niemiec (przy posiadanym od początku patronacie USA), polskie wpływy straciły na znaczeniu. Brak aktywnych działań ze strony władz Ukrainy, neutralizujących antypolską aktywność rosnących w siłę nacjonalistów będzie nieuchronnie prowadziło do pogłębiania się kryzysu w stosunkach dwustronnych, który może przybrać formę trwałą. 

Poroszenko Krym
fot. www.mil.gov.ua

Perspektywa takiego realizacji takiego scenariusza stanowi jedno z najpoważniejszych wyzwań w dziedzinie naszego bezpieczeństwa narodowego z wielu różnych powodów. Jednym z nich jest obecność w Polsce niemal 2 mln ukraińskich gastarbeiterów, których w przyszłym roku może być nawet 3 mln. W warunkach narastających napięć w relacjach dwustronnych jest to bardzo poważny czynnik potencjalnie destabilizujący naszą sytuację wewnętrzną. Kryzys w naszych relacjach z sąsiadem będzie także negatywnie rzutował na naszą pozycję w UE oraz na niektóre sojusze, np. z USA.

Jest też znaczącym czynnikiem warunkującym stosunki z Rosją. I właśnie ten czynnik ma szczególnie istotne znaczenie, ponieważ sprawia, że to właśnie Moskwa jest w posiadaniu jednego z najważniejszych kluczy do naszych relacji z Ukrainą. Zarządzanie konfliktami narodowościowymi należy bowiem do arsenału tradycyjnych rosyjskich środków oddziaływania na obszary jej zainteresowania. W dzisiejszych czasach mają one niewyobrażalną siłę rażenia. Konieczne jest więc podjęcie wszelkich dostępnych działań, które zapobiegną ingerowaniu Rosji w stan naszych relacji z Ukrainą, poprzez dowolne sterowanie napięciami na tle historycznym. Sprostanie takiemu wyzwaniu wymaga skoordynowanej i przemyślanej akcji wszystkich struktur państwa, nie tylko dyplomacji i służb specjalnych.

6. Upadek Mosulu i Rakki - koniec ISIS w Iraku i Syrii

W wyniku zaciętych i krwawych walk wojska irackie odbiły z rąk sił należących do ISIS okupowany od dwóch lat Mosul. Prowadzona w kolejnych miesiącach ofensywa prowadzona na pozostałych obszarach, zajmowanych przez terrorystów islamskich, doprowadziła do przejęcia z ich rąk całego terytorium Iraku i ogłoszenia przez premiera tego kraju 9 grudnia zakończenia wojny z ISIS.

Wyzwolenie przez Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF) w październiku Ar-Rakki -  stolicy samozwańczego kalifatu oznacza również rychły koniec tej ekstremistycznej sunnickiej organizacji zbrojnej w Syrii. Wszystko wskazuje na to, że powstałe w 2014 roku tzw. Państwo Islamskie kontrolujące w szczytowym okresie znaczną cześć Syrii i Iraku niebawem przestanie istnieć. Oznacza to wyeliminowanie jego struktur na tym terytorium jednak nie oznacza upadku organizacji, obejmującej swym zasięgiem wiele kontynentów. Należy założyć, że przybierze postać rozproszonej struktury, na wzór Al-Kaidy, zaś gros bojowników przeniesie się do państw, w których już dzisiaj posiadają swoje rozbudowane siatki - do Afganistanu, Libii, Egiptu, Bangladeszu czy na Filipiny. Nie należy wykluczyć, że w którymś z nich odbudują oni struktury terytorialne, na wzór tych istniejących dotychczas w Syrii i Iraku. Tam też zapewne w najbliższym czasie skoncentrują swoją aktywność bojową.

Z perspektywy bezpieczeństwa Polski to zdecydowanie dobra wiadomość,  ponieważ z bezpośredniego sąsiedztwa Europy znika centrum dowodzenia światowego dżihadu, sterujące dotychczas działaniami terrorystów na naszym kontynencie. Sporo czasu zajmie ISIS w nowej postaci odbudowanie struktur, zasobów, łączności ze swoimi siatkami. Trudniej będzie rekrutować nowych zamachowców, szkolić ich, indoktrynować i wysyłać do Europy. Zyskujemy niewątpliwie czas na udoskonalenie naszego systemu zwalczania terroryzmu, poprawę struktur, procedur, metod, szkolenie kadr. Co więcej, znika także ognisko wojny na Bliskim Wschodzie, będące jednym z głównych katalizatorów ruchów migracyjnych do Europy. 

Z drugiej jednak strony istnieje poważne ryzyko, że część z wyszkolonych i zaprawionych w bojach, bezwzględnych terrorystów przeniesie się z terenów Syrii i Iraku do Europy albo pobliskiej Libii. Europejskie służby antyterrorystyczne obawiają się szczególnie powrotów tzw. foreign fighters, czyli obywateli państw europejskich, którzy wyjechali w ciągu ostatnich 3-4 lat na Bliski Wschód w celu podjęcia walki w szeregach ISIS. Wśród nich znaleźli się także obywatele Polski albo posiadający polskie korzenie mieszkańcy innych państw europejskich. Upadek ISIS w Iraku i Syrii oznacza więc koniec jednej fazy rozwoju terroryzmu, ale także początek nowej, której naturę trzeba będzie dopiero rozpoznać.


płk Grzegorz Małecki - były Szef Agencji Wywiadu, były Sekretarz Kolegium ds. Służb Specjalnych, dyrektor Programów Cyberbezpieczeństwo oraz Gospodarka i Energetyka Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego.

Reklama

Komentarze

    Reklama