Fałszywy alarm to nie tylko akt bezmyślności [KOMENTARZ]

5 lutego 2019, 15:51
35-534322
Zdjęcie ilustracyjne. Fot. Śląska Policja
  • Fałszywe alarmy bombowe w Polsce powinny zostać zaprezentowane jako szerszy problem dla bezpieczeństwa wewnętrznego w kraju i stać się przyczyną do rozszerzonych działań w zakresie budowania świadomości oraz obrazowania potencjalnych groźnych skutków tego rodzaju fałszywego przekazu;
  • Polska powinna przygotowywać się do wystąpienia fałszywych alarmów innego typu, z którymi borykają się obecnie Stany Zjednoczone oraz systematycznie zwiększać zdolności w zakresie działań w sferze cyberbezpieczeństwa, skąd może pochodzić coraz więcej celowych i fałszywych przekazów, realnie angażujących służby oraz struktury zarządzania kryzysowego.

Czysta bezmyślność lub celowe działanie ukierunkowane na chociażby paraliż - tak można roboczo podzielić powody zgłaszania fałszywych alarmów. Jednakże, w obu przypadkach, niezależnie od motywacji osoby lub osób organizujących fałszywy przekaz, wspólna jest potrzeba reakcji zgodnie z regulaminami oraz zasadami reakcji służb do tego przeznaczonych – policji, straży pożarnej, służb ratownictwa medycznego, etc. Tym samym, fałszywe alarmy, np. te bombowe mogą stanowić ważne wyzwanie dla struktur zarządzania kryzysowego i wymagają długofalowych działań uświadamiających oraz obserwacji zmian, m.in. z zakresu nowoczesnej łączności oraz możliwości wystąpienia ich w kontekście zagrożeń hybrydowych.

Debatę o znaczeniu fałszywych alarmów dla całościowego bezpieczeństwa państwa warto rozpocząć już teraz, gdy w Polsce doszło do całej serii fałszywych alarmów. Powodujących, jak chociażby w ostatnich dniach, ewakuację budynków Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Problem nie powinien być przy tym zamykany do spraw jednostkowych, na płaszczyźnie lokalnej, gdyż wymaga uzyskania perspektywy szerszej, ogólnokrajowej. Stwierdzić można nawet, iż wykracza poza ramy jednego państwa, gdyż może być związany z trendami nieobecnymi jeszcze w Polsce, ale pojawiającymi się już w innych krajach.

Zmienić sposób ogólnego myślenia o fałszywych alarmach

Niestety nadal w przestrzeni publicznej, w pewnym sensie pokutuje przekonanie o małym zagrożeniu i ogólnej szkodliwości, w przypadku wystąpienia fałszywego alarmu dla służb. Wskazuje się bowiem, że w końcu ostatecznie "nikomu nic się nie stało". Czasami używa się nawet bardzo niebezpiecznych określeń, jak: „głupi żart”, „wybryk”, „szczeniacki wybryk”, itp. Z jednej strony może wpływać na banalizację tego rodzajów czynów i sprzyjanie naśladownictwu. Zaś z drugiej, ograniczać kluczową przestrzeń reakcji obywateli, którzy rzeczywiście mogą chcieć przekazać istotne informacje lecz będą obawiać się, iż zostaną potraktowani na równi z autorami fałszywych alarmów. Widać to chociażby, po pewnym rozchwianiu, istniejącym w postrzeganiu zagrożeń w zakresie pozostawionych w miejscach publicznych różnych pakunków. Gdy głośno jest o zagrożeniach bombowych, itp. kwestiach, więcej osób obserwuje najbliższe otoczenie. Chwilę później, tego rodzaju wysoka czujność, szczególnie w przestrzeni miejskiej, spada i pojawia się wręcz ambiwalencja.

Tym samym, być może pierwszą sugestią powinno być traktowanie osób, które wszczynają fałszywe alarmy jako zwykłych przestępców (niezależnie od wieku), przy jednoczesnym uwypukleniu postawy osób, które poinformowały o realnym zagrożeniu.

Przypominamy, że kto wiedząc, że zagrożenie nie istnieje, zawiadamia o zdarzeniu, które zagraża życiu lub zdrowiu wielu osób podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8. Anonimowy telefon o podłożeniu ładunków wybuchowych uruchamia całą lawinę działań policji i innych służb zaangażowanych w zabezpieczenie miejsca rzekomego podłożenia ładunku. Autorzy takich głupich żartów są jednak bardzo szybko ustalani i pociągani do odpowiedzialności karnej. Pamiętajmy, że oprócz odpowiedzialności karnej, takie osoby muszą się liczyć także z odpowiedzialnością cywilnoprawną, możliwością obciążenia kosztami przeprowadzonej akcji, czy np. odszkodowaniami za straty spowodowane wstrzymaniem działalności danej instytucji.

Policja
image
Zdjęcie ilustracyjne. Fot. Śląska Policja

Drugim mitem wymagającym jak najszybszego obalenia, jest stwierdzenie, że "nic się nie stało" albowiem, co najwyżej doszło do ewakuacji, czy też wysłania służb w miejsce lub do osób, które nie wymagają ich działania. W tym miejscu należy zakreślić szeroko spektrum działań pod względem przedmiotowym, gdyż fałszywe alarmy mogą dotyczyć całego katalogu zagrożeń. Począwszy od kwestii medycznych, w tym takich np. dotyczących chorób zakaźnych (kazus mężczyzny podejrzewającego u siebie Ebolę, Sieradz 2014 r.), aż po fałszywe alarmy bombowe oraz te związane z zagrożeniem terrorystycznym. O skali zjawiska najlepiej świadczą chociażby rozmowy z operatorami w centrach obsługujących numer 112.

Przy czym, w tym miejscu warto skupić się na fałszywych alarmach obejmujących reakcję znacznego spektrum służb, w tym struktur wyspecjalizowanych, przy ich interoperacyjności w zakresie reakcji. W ostatnich dniach w Polsce mamy do czynienia chociażby ze wspomnianymi fałszywymi alarmami bombowymi. W tym przypadku angażują one funkcjonariuszy Policji, w tym wyspecjalizowanych pirotechników, a także strażaków oraz zaplecze medyczne. Co więcej, w ewakuację danego obiektu muszą zaangażować się również obecne tam struktury porządkowe lub wyznaczone do tego rodzaju działań osoby.

Takie zgromadzenie sił oraz środków przekłada się na straty finansowe, zaburzenie normalnego funkcjonowania danej instytucji oraz miejsca. Może to co więcej pociągać konsekwencje różnego typu nie tylko w danym momencie, ale także w dłuższej perspektywie czasu. Począwszy od przekładania spraw sądowych, aż po przekładanie planowanych zabiegów medycznych, itp. Szczególnie, że fałszywe alarmy bombowe dotyczą nie tylko placówek oświatowych, dydaktycznych, ale też właśnie sądów, budynków administracji publicznej oraz samorządowej, czy nawet szpitali.

Za każdym razem na ewakuację ludzi należy patrzeć, jako na ekstremalną sytuację, głównie z uwagi na nieprzewidywalność ich zachowań. Chyba największym wyzwaniem jest w tym przypadku ewakuacja miejsc, gdzie znajdują się ludzie chorzy oraz mający trudności w poruszaniu się. Należy brać pod uwagę również czynniki pogodowe, szczególnie w okresie zimowym. Lecz kluczowe jest przede wszystkim praktyczne odciągnięcie zasobów służb ratowniczych oraz porządkowych od innych działań, stwarzające wyzwanie dla dowodzących w zakresie odpowiedniej dyslokacji zawsze ograniczonych sił oraz środków. W końcu, gdzieś indziej, w tym samym czasie, może pojawić się realne zagrożenie.

„Swatting”, czyli zagrożenie doby terroryzmu płynące zza oceanu

W Polsce obecnie zmagamy się z falą fałszywych alarmów bombowych, ale obserwując Stany Zjednoczone należy zwrócić uwagę na inny groźny trend. Chodzi o nieuprawnione wzywanie jednostek kontrterrorystycznych, poprzez przede wszystkim zgłaszanie nieistniejącego zagrożenia ze strony napastnika wyposażonego w jakąś broń (aktywny strzelec, nożownik, itp.). Stąd niestety coraz bardziej popularne określenie „swatting”, pochodzące od amerykańskiego akronimu SWAT (Special Weapons and Tactics), oznaczającego w głównej mierze wyspecjalizowane formacje policyjne pod względem ich uzbrojenia oraz taktyki. Co więcej, należy podkreślić, że w amerykańskich warunkach formacje SWAT coraz bardziej zaczynają przypominać struktury paramilitarne, trenowane przez wojskowych operatorów Sił Operacji Specjalnych (SOF) i wyposażane m.in. w sprzęt z zasobów tamtejszego Departamentu Obrony (DoD).

image
Zdjęcie ilustracyjne. Fot. Pixabay

Trzeba przyznać, że sam „swatting” jest potencjalnie bardziej niebezpieczny od fałszywych alarmów bombowych. Przede wszystkim, w przypadku tych ostatnich istnieje potrzeba szybkiej ewakuacji oraz mozolnego sprawdzenia danego obiektu przez wyspecjalizowanych saperów – pirotechników. Proces ten trwa często, w zależności od rozległości obiektu, nawet kilkanaście godzin, ale wraz z ewakuacją ludzi i zabezpieczeniem obiektu zmniejsza się ryzyko. Jednak, w kontekście „swattingu” zarówno ewakuacja jak i działania formacji policyjnych (nie tylko SWAT), mają wysoki poziom dynamiki i muszą być podejmowane niemalże natychmiast. Szczególnie w przypadku takich incydentów, jak ataki samotnych wilków oraz grup terrorystycznych, w zakresie taktyki aktywnego strzelca w miastach Stanów Zjednoczonych oraz Europy. Wówczas, napastnicy niejednokrotnie dążą do zabicia jak największej liczby osób. Stąd też operatorzy formacji kontrterrorystycznych muszą działać w sposób szybki i stanowczy.

„Swatting” stwarza zagrożenie dla niespodziewających się ataku formacji SWAT osób postronnych, znajdujących się w danym obiekcie. W Stanach Zjednoczonych dochodzi do tego problem z masowym posiadaniem broni palnej przez cywilów, a w Europie dotychczasowe doświadczenia wynikłe z nowej fali terroru. Stąd realne incydenty, generowały już realne zagrożenie dla życia i zdrowia osób postronnych.

W Polsce nie możemy już patrzeć na dotychczas potencjalne zagrożenia w liberalny sposób. Dowiodły tego sprawy zastosowania improwizowanego materiału wybuchowego w zwykłym autobusie komunikacji miejskiej we Wrocławiu w 2016 r., a także atak nożownika w galerii handlowej w Gliwicach w 2017 r. oraz najnowszy tragiczny w skutkach atak na prezydenta Pawła Adamowicza w Gdańsku. Stąd też każdy fałszywy alarm jest współcześnie czymś o wiele bardziej groźnym, niż nawet kilka lat temu, bowiem zmieniła się architektura bezpieczeństwa wokół nas.

Technologia i działania hybrydowe determinują nowe podejście

Oprócz wspomnianych powyżej problemów z fałszywymi alarmami, trzeba zwrócić uwagę na gwałtowne przyspieszenie w rozwoju technologii komunikacji. Oczywiście, narzędzia prawne i techniczne, takie jakie dała chociażby Ustawa o działaniach antyterrorystycznych (rejestracja kart SIM), pozwalają służbom działać z lepszej pozycji wyjściowej. Jednak, cały czas trwa wyścig technologiczny, przede wszystkim w internecie, którego owocami są narzędzia do kamuflowania własnej tożsamości, szyfrowania przekazu, itp. Stąd też, już teraz coraz częściej słyszymy, że fałszywy alarm bombowy został przekazany nie telefonicznie lub poprzez SMS, ale za pomocą wiadomości e-mail lub wpisu na forum, czacie, etc. Jeżeli do tego dołożymy nowe możliwości Darknetu (Deepweb) w zakresie kamuflowania aktywności w sieci, to widzimy, że problem może tylko pogłębiać, stanowiąc wyzwanie dla specjalistów od cyberbezpieczeństwa osadzonych w strukturach służb porządkowych, ale też specjalnych.

image
Zdjęcie ilustracyjne. Fot. Pixabay

Nie bez przyczyny na końcu pojawiła się wzmianka o służbach specjalnych, gdyż należy zakładać możliwość celowego zastosowania fałszywych alarmów różnego rodzaju do testowania lub wręcz paraliżowania systemu państwa. W tym przypadku można przypomnieć sobie kazus dotyczący próby podszycia się pod Alert RCB, traktując to, jako możliwe sondowanie prób wywołania paniki wśród danej populacji. Tym samym, co trzeba wyartykułować, reakcję na fałszywe alarmy należy również rozwinąć w przypadku strategicznego planowania zdolności obronnych kraju. Przede wszystkim, w obszarze możliwych działań hybrydowych przeciwnika. Pojawia się tym samym potrzeba zmiany specyfiki myślenia i wejścia na zupełnie inny poziom reagowania kryzysowego.

Można więc wskazać kilka elementów, które należałoby obecnie, na fali dyskusji o fałszywych alarmach bombowych w kraju, poruszyć. Są to:

  • Zmiana narracji medialnej w zakresie opisu sprawców fałszywych alarmów, np. bombowych, która wpływałaby w sposób psychologiczny na osoby rozważające wywołanie kolejnych fałszywych alarmów;
  • Próba wprowadzenia szeroko zakrojonej kampanii społecznej, skupionej na ukazaniu niebezpieczeństw związanych z fałszywymi alarmami, ale jednocześnie wzmacniających przekaz o potrzebie informowania służb o zagrożeniach w sferze bezpieczeństwa (np. pozostawione bagaże, anomalnie w zachowaniu ludzi w najbliższej przestrzeni oraz otoczeniu). Interesującym punktem odniesienia mogą być przykładowo akcje uświadamiające, prowadzone w Wielkiej Brytanii;
  • Dokładna obserwacja nowych form fałszywych alarmów, w tym również potencjalnie bardzo groźnego zjawiska tzw. „swattingu” pojawiającego się współcześnie przede wszystkim w Ameryce Północnej;
  • Położenie nacisku na wzmocnienie zdolności służb różnego typu do wychwytywania sygnałów z sieci oraz ich weryfikacji w przypadku potrzeb zarządzania kryzysowego oraz późniejszego dochodzenia w zakresie ustalenia źródła oraz osoby/osób odpowiedzialnych za fałszywy alarm;
  • Rozważenie możliwości wykorzystania serii fałszywych alarmów różnego typu przez pomioty stosujące koncepcję działań hybrydowych, w celu: paraliżu sił i środków danego państwa; eksploatacji, np. pod względem finansowym, zasobów służb; mapowania sposobów reakcji służb na sytuacje ekstremalne; itp.
KomentarzeLiczba komentarzy: 0
No results found.
Reklama
Tweets InfoSecurity24